2000–2017

Odbudowa I współczesność

Restrukturyzacja „Łucznika” na dwie odrębne spółki – cywilną i wojskową, stała się przełomem w historii zakładu. Towarzysząca jej upadłość sprawiła, że jego majątek znalazł się w dyspozycji syndyka, który rozpoczął jego wyprzedaż celem zdobycia środków na zaspokojenie roszczeń wierzycieli. Wpłynęło to w dużym stopniu na losy spółki produkującej maszyny do szycia, która w miarę upływu lat – działając pod nazwą „Aspa Electro” – wykazywała coraz większe problemy w utrzymaniu się na rynku. Efektem tego stało się zakończenie produkcji i sprzedaż znaku firmowego „Łucznik” prywatnemu inwestorowi. Chociaż maszyny pod tą nazwą trafiały nadal do odbiorców, ich produkcja zatracała coraz bardziej związki z Radomiem.W sposób odmienny potoczyły się losy zakładu, mającego zająć się produkcją na rzecz Ministerstwa Obrony Narodowej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Dnia 30 czerwca 2000 r., a więc jeszcze przed ogłoszeniem upadłości, Zakłady Metalowe „Łucznik” i Agencja Rozwoju Przemysłu utworzyły spółkę pod nazwą Fabryka Broni „Łucznik” Radom. Nazwa ta stanowiła wyraźne świadectwo powrotu do tradycji, sięgających dwudziestolecia międzywojennego. W dwa lata później zakład wszedł wraz z jedenastoma innymi zakładami w skład, utworzonej przez Radę Ministrów, Grupy „Bumar” – holdingu, mającego zająć się odbudową polskiego potencjału militarnego.Związany z ogromnymi nakładami finansowymi proces odbudowy został przygotowany w długiej perspektywie czasowej. W przypadku radomskiego zakładu czynnikiem warunkującym w dużej mierze jego skuteczność stał się wybór miejsca, w którym kontynuowana będzie produkcja broni. Chociaż już jesienią 2004 r. Fabryka Broni wykupiła od syndyka historyczne obiekty i grunty, dalsze funkcjonowanie w nich zakładu było coraz bardziej problematyczne, ze względu niemożność zapewnienia mu odpowiedniej ochrony. Przyczyniło się do podjęcia decyzji o konieczności budowy całkowicie nowego zakładu. W sierpniu 2012 r. Agencja Rozwoju Przemysłu i Grupa „Bumar” zawarły umowę inwestycyjną, będącą podstawą do rozpoczęcia budowy w – objętej znaczącymi preferencjami podatkowymi – radomskiej podstrefie Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej „Euro-Park Wisłosan”. Realizację inwestycji rozpoczęto w listopadzie wspomnianego roku, a zakończono ją uroczystym otwarciem 1 lipca roku 2014 r. Dzięki nakładom przekraczającym 100 mln zł powstał zespół budynków (m.in. hale produkcyjne, laboratoria i strzelnica), uznawanych powszechnie za najnowocześniejszy tego typu obiekt w Europie. Jego powstanie wiązało się oczywiście z zakupem nowoczesnego parku maszynowego i wprowadzeniem nowych technologii produkcyjnych. Pozwoliło to fabryce stworzyć bardzo bogatą ofertę produktów, dzięki której wzmocniła ona swą pozycję na światowym rynku producentów broni.Jej fundamentem pozostaje karabinek wz. 96 „Beryl” oraz karabinek „Mini Beryl”, będące standardowym wyposażeniem żołnierzy Wojska Polskiego. Są one produkowane w Radomiu w licznych wariantach, m.in. z celownikami optycznymi, noktowizyjnymi i kolimatorowymi. Broń ta jest nieustannie modyfikowana, czego efektem stało się opracowanie „Beryla” wz. 2004, a także wprowadzenie do produkcji w 2009 r. odmiany, wyposażonej w kolbę o regulowanej długości, półprzezroczysty magazynek z tworzywa sztucznego, ergonomiczny chwyt pistoletowy i chwyt przedni, powiększone dźwignie manipulatorów oraz zestaw uniwersalnych szyn montażowych. Oprócz Wojska Polskiego, „Beryle” w stosunkowo niewielkiej ilości są używane także przez Siły Zbrojne Litwy. W 2015 r. ich partię obejmującą 1 tys. sztuk zakupiła też Nigeria.Nieustanne i bardzo dynamiczne zmiany pola walki, jakie obserwowane są w całym świecie sprawiły, iż władze państwowe zainicjowały od pewnego momentu studia nad indywidualnym systemem walki „Tytan”, mający na celu zapewnienie w przyszłości polskim żołnierzom jak najlepszego wyposażenia. W ich ramach Fabryka Broni „Łucznik” w Radomiu i Zakład Konstrukcji Specjalnych Instytutu Techniki Uzbrojenia Wydziału Mechatroniki Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie przystąpiły do opracowania konstrukcji pod nazwą MSBS (Modułowy System Broni Strzeleckiej), mającej w pewnej perspektywie czasowej uzupełnić, a później zastąpić „Beryle”. Jej ideą stało się stworzenie karabinka w dwóch wersjach – klasycznej i bezkolbowej, dla których elementami wspólnymi są zespoły bazowe komory zamkowej, lufy i suwadła. Całkowicie polska konstrukcja pozwala w krótkim czasie konfigurować broń w zależności od potrzeb żołnierza, przekształcając ją w granatnik, karabinek maszynowy i karabinek o podwyższonej celności. W ogłoszonym na łamach jednego ze specjalistycznych pism strzeleckich konkursie na „potoczną” nazwę MSBS zwyciężyła propozycja „Radon” (używana jest też niekiedy nazwa „Rawat”). Karabinek spotkał się z bardzo wysokimi ocenami użytkowników. W 2014 r. Fabryka Broni w Radomiu przygotowała też jego specjalną, wydłużoną serię z bagnetem, w którą wyposażeni zostali żołnierze Batalionu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego.Oprócz karabinków, w ofercie Fabryki Broni „Łucznik” w Radomiu znajdują się też dwa pistolety maszynowe – PM–98 i PM–06, przeznaczone do uzbrojenia załóg ciężkiego sprzętu bojowego, pododdziałów zwiadu oraz grup antyterrorystycznych i policyjnych. Odznaczają się one lekkością, niezawodnością w trudnych warunkach eksploatacyjnych oraz rozwiązaniami umożliwiającymi montaż laserowego wskaźnika celu lub latarki halogenowej.Bronią osobistą przeznaczoną dla żołnierzy oraz funkcjonariuszy Policji Państwowej, Służby Więziennej, Straży Granicznej i innych formacji jest pistolet samopowtarzalny PR–15 „Ragun”, mający w pewnej perspektywie czasowej zastąpić wykorzystywane jeszcze „Czaki” i „Wanady”. Służąc do walki i samoobrony na krótkich odległościach (do 50 m.) odznacza się małą masą, niewielkimi wymiarami, dobrą manewrowością prowadzenia ognia, a także wysokim stopniem bezpieczeństwa. Jego skuteczność wzrasta dzięki możliwości wzbogaceniu go o oświetlenie taktyczne, lub laserowy wskaźnik celu. Podstawową bronią służbową policjantów jest natomiast od pewnego czasu pistolet samopowtarzalny P–99 „Walther”, który wykorzystują również funkcjonariusze służb mundurowych oraz osoby zajmujące się ochroną osobistą. Został on skonstruowany w Niemczech, a po zakupie licencji zaczęto go najpierw montować, a następnie produkować – także w zmodyfikowanej na miejscu wersji „Rad” – w Radomiu. Zdobył on uznanie m.in. dzięki wysokiemu poziomowi bezpieczeństwa, błyskawicznej możliwości oddania pierwszego strzału, a także dużej pojemności magazynka. Podobnymi zaletami odznacza się również pistolet PPS.Wachlarz produktów Fabryki Broni w Radomiu zamyka broń, przeznaczona wyłącznie na rynek cywilny. Na miejscu pierwszym znajduje się tutaj zdecydowanie – produkowany w dwóch wersjach – karabinek „Radom-Sport”, posiadający duży zasięg i odznaczający się bardzo wysoką precyzją strzałów. Dla celów szkoleniowych i sportowych przeznaczony jest także zestaw BRS 00 FX, wykorzystujący zamiast ostrej amunicji pocisków wypełnionych farbą.Omówiona oferta radomskiego zakładu sprawia, że już od dawna posiada on ugruntowaną pozycję na światowym rynku producentów broni. Jego kondycja finansowa jest z roku na rok coraz lepsza, co przekłada się na wzrost stanu zatrudnienia. Najwymowniejszym przejawem ekspansji Fabryki Broni stało się założenie spółki w Stanach Zjednoczonych, której celem jest sprzedaż własnych produktów na amerykańskim rynku cywilnym, a być może również zaopatrywaniu armii i służb mundurowych. Efekty tych działań pokaże z pewnością już niedaleka przyszłość. dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej
1989–2000

W walce o przetrwanie

Przemiany polityczne, gospodarcze i społeczne, które rozpoczęły się w Polsce od tzw. porozumień okrągłego stołu i wyborów parlamentarnych odbytych w czerwcu 1989 r., odmieniły całkowicie życie naszego kraju. Oprócz zjawisk jednoznacznie pozytywnych, niosły one ze sobą szereg negatywów, wśród których na plan pierwszy wybijały się: wzrost bezrobocia, powszechna pauperyzacja, a także radykalizacja nastrojów społecznych. Tragiczny los stał się udziałem m.in. wielu państwowych zakładów przemysłowych, które nie były w stanie poradzić sobie w realiach gospodarki rynkowej. Należał do nich m.in. radomski „Walter”.Chociaż pierwsze przesłanki wskazujące, że sytuacja ekonomiczna zakładu nie jest najlepsza, pojawiły się już w 1987 r., traktowano je jedna jako przejściowe trudności. Problemy dotyczyły niskiej jakości surowców, niesolidności kooperantów, a zwłaszcza stałego niedoboru walut zagranicznych na zakup potrzebnych części. Prawdziwe załamanie nastąpiło w dwa lata później w związku z galopującą inflacją, narastającym bezrobociem i masową pauperyzacją społeczeństwa. Konieczność wydawania coraz większych kwot na zakup żywności, doprowadziła do radykalnego spadku zainteresowania nabywców artykułami luksusowymi, do których zaliczały się maszyny do szycia i pisania. Przeciętna polska rodzina stała się po prostu zbyt biedna, by pozwolić sobie na taki wydatek. Sprawiło to, że produkty radomskiego zakładu zalegały w sklepach, nie mogąc znaleźć nabywców. Równocześnie postępujący rozpad Związku Radzieckiego i przemiany zachodzące w jego państwach satelickich powodowały, że „Walter” utracił bezpowrotnie wiele rynków zbytu, na których był obecny od wielu lat.Wiele osób mieszkających w Radomiu, a zwłaszcza zatrudnionych w omawianym zakładzie, wierzyło, że będzie on funkcjonować nadal jako producent broni i asortymentu cywilnego. Po odwołaniu w 1990 r. ze stanowiska dyrektora naczelnego inż. Andrzeja Korbeckiego, coraz powszechniejszy zaczął być pogląd, iż produkcja cywilna musi zostać przejęta przez cywilne spółki. Widmo bezrobocia doprowadziło do masowego exodusu załogi. Tylko w 1990 r. z pracą tutaj pożegnało się ponad 2,1 tys. osób, spośród których aż 1,8 tys. zdecydowało się przejść na wcześniejsze emerytury. Było wśród nich wielu doskonałych fachowców o ogromnym doświadczeniu. Symbolem zakończenia pewnej epoki stało się pozbawienie zakładu wieloletniego patrona – gen. Karola Świerczewskiego „Waltera”. Od listopada 1990 r. zaczął on funkcjonować pod oficjalną nazwą Zakłady Metalowe „Łucznik” w Radomiu.Pesymistyczne nastroje pogłębiły się jeszcze, gdy – szukająca oszczędności – dyrekcja zakładu zaczęła pozbywać się inwestycji, będących do niedawna chlubą miasta, a obecnie uznawanych za zbędny balast. Zlikwidowano zatem Zakładowy Dom Kultury i sprzedano jego budynek, odmawiając też dalszego dotowania klubu „Broń” i ograniczając do minimum akcję socjalną dla załogi. Chociaż wygospodarowywane w ten sposób pieniądze pozwalały zakładowi przetrwać, nie mogło to wpłynąć na politykę władz państwowych, ograniczających radykalnie zamówienie na „Tantale”, „Glauberyty” i „Wanady”. Chociaż stanowiły one standardowe wyposażenie Wojska Polskiego, wielu ówczesnych polityków uległo fascynacji wizją wejścia Polski do Paktu Północnoatlantyckiego. Na spodziewaną konieczność dostosowania polskiej broni do amunicji NATO nałożyło się przekonanie, że nie ma sensu wspierać rodzimego przemysłu, gdyż całe zapotrzebowanie armii będzie można pokryć z importu. Stanowiło to wręcz całkowite zaprzeczenie idei obronności kraju, ukształtowanej już w dwudziestoleciu międzywojennym przez władze Drugiej Rzeczypospolitej. Towarzyszyło temu objęcie embargiem na handel bronią – ze względu na toczone tam wojny i wspieranie terroryzmu – Iraku, Libii i Jugosławii, a więc krajów będących nie tak dawno ważnymi odbiorcami radomskich produktów.Pasmem wydarzeń, dzięki któremu radomski zagościł w tym okresie na pierwszych stronach gazet całej Europy, stawała się tzw. afera karabinowa. Jej początek sięgał końca 1991 r., kiedy to rozpoczęto finalizowanie sprzedaży 40 tys. karabinków AKMS, mających trafić do odbiorcy z Filipin. Pilotujący to przedsięwzięcie przy pełnej wiedzy i akceptacji władz państwowych, wicedyrektor „Łucznika” inż. Rajmund Szwonder, został jednak aresztowany na terenie Niemiec. Okazało się, że oferta na zakup broni była prowokacją amerykańskich służb specjalnych, a Polaków oskarżono o to, że wyprodukowane w Radomiu karabinki zamierzali sprzedać odbiorcy z Iraku. Zatrzymanych umieszczono w areszcie deportacyjnym, skąd mieli zostać przewiezieni do Stanów Zjednoczonych i tam stanąć przed sądem. W Radomiu wydarzenia te zostały uznane jednoznacznie za niemiecko-amerykańską operację, mającą na celu zniszczenie konkurenta w handlu bronią. Chociaż spodziewano się ostrej reakcji polskich służb dyplomatycznych na bezprawne działania sojuszników, nic takiego nie nastąpiło. W tej sytuacji w Radomiu powołano specjalny komitet, który zaczął gromadzić pieniądze, informować o całej sprawie międzynarodową opinię publiczną, a także organizować protesty przed ambasadami Stanów Zjednoczonych i Niemiec w Warszawie. Działania te przyczyniły się do uwolnienia dyrektora, który w marcu 1993 r. został powitany owacyjnie na lotnisku Okęcie. Dla wielu osób omówione wydarzenia potwierdzały pogłoski mówiące, że w Radomiu nie będzie się już nigdy produkować broni, a byt zakładu może uratować jedynie produkcja cywilna.Już od 1989 r. dyrekcja „Łucznika” podejmowała dramatyczne próby rozwinięcia sprzedaży wyrobów radomskiego zakładu w Polsce, gdzie handel – także artykułami przemysłowymi – przeniósł się na bazary i targowiska. Chociaż dla wzmocnienia zbytu tworzono specjalne spółki, nie odniosły one większych sukcesów. Słusznie przewidziano, iż epoka maszyn do pisania dobiega końca, gdyż zostaną one w krótkiej perspektywie czasowej całkowicie wyparte przez komputery. W tej sytuacji przyszłość produkcji cywilnej widziano jedynie w maszynach do szycia. Wdrożenie i wprowadzenie na rynek nowych modeli okazało się bardzo trudne. Fiaskiem zakończyła się współpraca z niemiecką firmą „Dürkopp–Adler”, białoruskim koncernem „Płanar”, oraz ukraińskim zjednoczeniem „Piszmasz”. Chociaż maszyny z Radomia trafiały nadal do Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Holandii, Francji i Kanady, a także do tak egzotycznych krajów jak Laos, Wenezuela, Indonezja i Tajlandia, skala tej sprzedaży była zbyt mała, by utrzymać zakład. Interesującą próbą zdobycia nowych klientów na rynku cywilnym stało się także rozpoczęcie produkcji sztucera myśliwskiego „Radom–Hunter”, będącego cywilną odmianą karabinu AKM. Pomimo atrakcyjnego wyglądu i dużej nowoczesności nie zdobył on uznania myśliwych ze względu na głośny (płoszący zwierzynę) spust, a także szybkostrzelność – w praktyce uniemożliwiającą zwierzynie ucieczkę (wiele uznało stosowanie takiej broni podczas polowań za nieetyczne).Następstwem omówionych wydarzeń była niepewna przyszłość i wzrastające lawinowo zadłużenie zakładu. Całkowicie nowy rozdział w jego historii miał zostać otwarty na przełomie 1993 i 1994 r., w związku z przekształceniem go w jednoosobową spółkę Skarbu Państwa. W ramach tej operacji zamierzano zlikwidować zadłużenie, znaleźć inwestorów, unowocześnić technologie produkcji i park maszynowy, a także skomunalizować stadion „Broni”, dwa przedszkola i kilkanaście zakładowych budynków mieszkalnych. Niezależne od radomian czynniki – związane z zaistniałym w kraju kryzysem politycznym – sprawiły, że restrukturyzacja nie została jednak dokonana. W października 1994 r. „Łucznik” stał się oficjalnie spółką akcyjną, w związku z czym został wykreślony z rejestru przedsiębiorstw państwowych.W realiach coraz głębszego marazmu, kolejną próbę ukształtowania przyszłości „Łucznika” podjęto dopiero w 1995 r. Opracowany został wówczas nowy plan dla przedsiębiorstwa – jednak już nie restrukturyzacyjny, ale ratunkowy. Przewidywał on podzielenie go na aż 16 niewielkich i zarazem samodzielnych spółek prawa handlowego, z których każda miała zająć się stosunkowo wąską sferą działalności lub produkcji. Również i on nie doczekał się realizacji. W następnych latach zakład wegetował, ograniczając zatrudnienie i powiększając stan zadłużenia. Warto podkreślić, że prowadzono w nim nadal prace nad nowymi konstrukcjami broni. Okazały się one kapitałem, który zaowocował w następnych dekadach. Dopiero w 1999 r. Sejm RP przyjął, oczekiwaną od wielu lat, ustawę o restrukturyzacji przemysłowego potencjału obronnego kraju. W jej oparciu radomski zakład wdrożył przygotowywane już od dawna procedury. Ich fundamentem stało się oficjalne rozdzielenie zakładu na dwie spółki, zajmujące się odrębnymi sferami produkcji. Pierwszą z nich zostały Zakłady Metalowe „Łucznik” w Radomiu, produkujące wyłącznie broń. Wchodził on w XXI wiek z szeroką i atrakcyjną ofertą, w której główną pozycję zajmował karabin szturmowy „Beryl” wz. 96. Był on dostosowany do montażu dodatkowego wyposażenia – lunet, noktowizorów i wskaźników laserowych. Konstrukcja umożliwiała też wystrzeliwanie na odległość do 300 m granatów nasadkowych różnych rodzajów – przeciwpancernych, zapalających, dymnych i oświetlających. Jego modyfikacją, przeznaczoną dla pododdziałów zwiadu specjalnych grup operacyjnych i załóg ciężkiego sprzętu, był karabinek automatyczny „Mini Beryl”. Drugim ważnym produktem „Łucznika” produkt to pistolet maszynowy „Glauberyt” wz. 98 „Para”, będący zmodyfikowana wersją tej broni wz. 84. Modyfikacje oparto na uwagach użytkowników. W ofercie radomskiego zakładu znalazły się również trzy pistolety. Najważniejszym z nich był „Mag” wz. 95, 98 i 98 c. Odznaczał się także łatwością obsługi oraz rozbiórki do czyszczenia i konserwacji. Niestety, przegrał on w konkursie na broń, mającą stać się standardowym wyposażeniem polskich żołnierzy. Wysokie oceny użytkowników zyskał także pistolet P–83 „Wanad”, traktowany jako broń służąca do samoobrony i walki na małe odległości. Jego modyfikacja (P–83G) przeznaczona była do nabojów gazowych, posiadając też specjalną nakładkę, umożliwiającą wystrzeliwanie rakiet sygnalizacyjnych. Z kolei pistolet P–99, skonstruowany we współpracy z firmą „Walther”, spełniał wszystkie wymogi niemieckie dla pistoletu policyjnego. Drugą spółką powstałą w związku ze wspomnianą przed chwilą restrukturyzacją, stał się – powołany oficjalnie w czerwcu 1999 r. – Zakład Maszyn do Szycia „Łucznik”. W jego ofercie znalazło się kilka modeli maszyn oraz stanowisko prasowalnicze, przeznaczone dla zakładów krawieckich i pralniczych. Prowadził on sklep firmowy w Warszawie, dysponując również siecią autoryzowanych sprzedawców. W ciągu roku był w stanie sprzedać w Polsce ok. 25 tys. maszyn, kierując 40 tys. kolejnych na eksport – przede wszystkim do Niemiec. Chociaż liczby te wydają się duże, lokowały one produkcję na granicy opłacalności. Dla zachowania sprawnego funkcjonowania i ciągłości produkcyjnej obu wspomnianych zakładów utworzono także kilka dodatkowych spółek używających nazwy „Łucznik”, a pełniących funkcje usługowe. Należały do nich m.in. zakłady mechaniczne w Zwoleniu, zakład odlewniczy, a także zakład usług narzędziowych i remontowych. Finałem procesu restrukturyzacyjnego, umożliwiającym redukcję ogromnego, bo wynoszącego 168 mln zł zadłużenia, stało się przeprowadzenie upadłości zakładu. Została ona ogłoszona 13 listopada 2000 r. Dzień ten oznaczał zakończenie historii „Łucznika” w kształcie, który czynił ten zakład od dziesięcioleci jednym z najważniejszych pracodawców na terenie Radomia i zarazem podmiotem wpływającym znacząco na szeroko rozumianą historię tego miasta. dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej
1971-1989

Potęga I jej zmierzch

W grudniu 1970 r., po masakrze robotników na Wybrzeżu, do władzy w kraju doszła ekipa kierowana przez Edwarda Gierka. Wprowadził on politykę, bazującą na przyspieszeniu rozwoju gospodarczego kraju i wyraźnym podniesieniu standardów życia jego mieszkańców. Oprócz podwyżek płac, zwiększeniu skali budownictwa mieszkaniowego, i „zamrożeniu” cen żywności i artykułów przemysłowych na niskim, sztucznym poziomie, zauważalne było także otwarcie się polskiego przemysłu na świat zachodni – zakup licencji i starania o zwiększenie eksportu własnych wyrobów. Chociaż w oficjalnej propagandzie rozwój gospodarczy kraju opierał się na własnych, wypracowanych zyskach, w rzeczywi-stości jego źródło tworzyły w ogromnej mierze kredyty zaciągnięte na Zachodzie. Ko-nieczność ich spłaty doprowadziła do gigantycznego kryzysu gospodarczego i protestów społecznych, których apogeum stało się powstanie „Solidarności”. Całkowicie nowy roz-dział w historii kraju otworzyło wprowadzenie w nim w grudniu 1981 r. stanu wojennego. Niemalże cała następna dekada podporządkowana była właśnie jego realiom.Wszystkie te – przedstawione w telegraficznym skrócie – przemiany, odbijały się na funkcjonowaniu „Waltera”. W początkach lat siedemdziesiątych XX wszedł w okres bardzo poważnych inwestycji. Objęły one budowę galwanizerni, fosforanownia, kuźni, odlewni precyzyjnej i ciśnieniowej, magazynów wyrobów gotowych, a także dwóch no-wych fabryk – zakładu produkcji maszyn do pisania (a później także maszyn do szycia) w radomskiej dzielnicy Gołębiów oraz zakładu filialnego w Zwoleniu. W latach 1971–1975 rozwinięto i unowocześniono produkcję, uporządkowano gospodarkę maszynową, zaku-piono szereg urządzeń. Dla funkcjonowania zakładu stosunkowo niewielkie znaczenie miało przymusowe wcielenie go do Zjednoczenia Przemysłu Zmechanizowanego Sprzętu Domowego „Predom”. W konsekwencji tego posunięcia, w maju 1972 r. otrzymał on nową nazwę: Zakłady Metalowe „Predom–Łucznik” im. Gen. Waltera w Radomiu. Już dwa lata wcześniej dokonano zmiany na stanowisku dyrektora, powierzając je inż. Marianowi Błońskiemu. W stanie wojennym, jesienią 1982 r. wprowadzono kolejną nazwę przedsię-biorstwa: Zakłady Metalowe „Łucznik” im. Gen. Waltera w Radomiu. W trzy lata później stanowisko naczelnego dyrektora powierzono inż. Andrzejowi Korbeckiemu.Podobnie, jak miało to miejsce w poprzednich dekadach, funkcjonowanie „Waltera” bazowało na produkcji broni. Radomski zakład specjalizował się w jej jednym modelu, a mianowicie karabinku szturmowym AKM, będącym unowocześnioną wersją podstawo-wego „Kałasznikowa”. Wprowadzone także w Radomiu zmiany konstrukcyjne dotyczyły m.in. mechanizmu spustowego oraz zastosowania nowego bagnetu, oznaczonego symbolem 6H4. Jak wiemy, „Walter” produkował standardowe AKM z kolbą drewnianą oraz karabinki AKMS z metalową korbą składaną. Brak jest jakichkolwiek, nawet szacunko-wych, danych na temat skali tej produkcji, poza bardzo ogólnikowymi stwierdzeniami, iż jej apogeum przypadło na lata 1978–1979.Konstruktorzy z „Waltera” wzięli też aktywny udział w projekcie „Tantal”, mają-cym na celu stworzenie polskiej, ulepszonej wersji AKM. Po okresowym zaniechaniu pro-jektu, powrócono do niego w 1981 r. Pomimo zastosowania interesujących rozwiązań, broń otrzymała początkowo jednak negatywne opinie, o czym zadecydowały m.in. jej zbyt duże wymiary. Po wprowadzeniu zmian konstrukcyjnych, obejmujących m.in. skrócenie komory zamkowej oraz dostosowanie broni do standardowych magazynków AKM, „Tantal” wszedł do produkcji seryjnej. Znacznie więcej szczęścia miał pistolet maszynowy PM–84, znany pod nazwą „Glauberyt”. Prace nad nim rozpoczęto w latach siedemdziesiątych XX w. w trzech działających niezależnie zespołach konstrukcyjnych. Ich celem było stworzenie broni, mającej zastąpić coraz bardziej archaiczny pistolet maszynowy „Rak”. W rywalizacji tej zwyciężył – pokonując m.in. konstruktorów z Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w Zielonce – zespół tworzony przez radomskich inżynierów: Ryszarda Chełmickiego, Janusza Chętkiewicza i Stanisława Brixa. Opracowali oni broń przeznaczoną dla załóg wozów bojowych, pododdziałów zwiadu oraz służb specjalnych i policji. Całkowitą nowością było to, iż „Glauberyt” został wykonany z blach poddanych obróbce termicznej. Po stosunkowo krótkich testach pistolet ten został włączony do uzbrojenia ludowego Wojska Polskiego. Ogromnym sukcesem inżynierów z „Waltera” – Ryszarda Chełmickiego i Mariana Gryszkiewicza, stało się też skonstruowanie pistoletu P–83 „Wanad”, będącego unowocześnioną wersją używanego powszechnie w wojsku i innych służbach mundurowych „Czaka”. W latach osiemdziesiątych XX w. został on wprowadzo-ny do powszechnego wyposażenia w wojsku i służbach mundurowych.Chociaż nie wiadomo, jak przedstawiała się skala produkcji poszczególnych rodza-jów omówionego uzbrojenia, w oficjalnych dokumentach stwierdzano, iż w latach 1979-1983 z taśm radomskiego zakładu schodziło corocznie 80 tys. sztuk broni. Oprócz niej w krótkich seriach wytwarzano również wyroby specjalne dla Ministerstwa Spraw We-wnętrznych i służb ratownictwa morskiego – wyrzutnie granatów łzawiących, świec dym-nych i lin ratowniczych.Podobnie, jak miało to miejsce w latach poprzednich, produkcji wojskowej towa-rzyszyła produkcja cywilna. Skoncentrowano ją na dwóch grupach produktów – maszy-nach do szycia i maszynach do pisania. Produkcja tych pierwszych była dziedziną, w której pracownicy radomskiego zakładu mieli już ogromne doświadczenie. W początkach lat siedemdziesiątych XX w. prace konstruktorów bazowały na systematycznym unowocze-śnianiu maszyn „Łucznik” i wprowadzaniu na rynek ich kolejnych modeli. Prawdziwym przełomem dla zakładu okazało się jednak podpisanie w 1973 r. umowy licencyjno-kooperacyjnej z amerykańską firmą „Singer” – jednym z najbardziej znanych w świecie producentów maszyn do szycia. Zawarta na okres kilkunastu lat umowa pozwalała na pro-dukowanie w Radomiu co najmniej dwóch modeli maszyn ze znakiem „Singera” i swo-bodną sprzedaż ich na całym świecie. Na potrzeby m.in. tej produkcji zdecydowano się wybudować od podstaw zupełnie nowy, nowoczesny zakład produkcyjny, zlokalizowany w dzielnicy Gołębiów. Przyjęte założenia zakładały, iż docelowo będzie tam powstawać corocznie 520 tys. maszyn. „Singery” miały być kierowane niemalże wyłącznie na eksport do krajów zachodnich, natomiast „Łuczniki” na rynek wewnętrznych i tzw. krajów demo-kracji ludowej. Równocześnie dyrekcja zakładu zdecydowała się uruchomić filię w odle-głym od Radomia o trzydzieści kilometrów Zwoleniu, wznosząc tam także od podstaw nowy zakład. Początkowo zamierzano produkować tam tylko proste elementy maszyn do szycia, ale wraz z upływem czasu i podnoszeniem kwalifikacji załogi ofertę tę rozszerzano.Produkcja „Łuczników” i „Singerów” przyniosła radomskiemu zakładowi zarówno powszechne uznanie, jak i bardzo duże zyski finansowe. W końcu lat siedemdziesiątych jej roczna wielkość obejmowała dla obu rodzajów odpowiednio 260 tys. i 140 tys. egzempla-rzy. Chociaż podstawy produkcji zostały podkopane w związku z narastającym w kraju kryzysem gospodarczym, utrzymano ją na wysokim poziomie. Maszyny z Radomia trafiały m.in. do Belgii, Francji, i Stanów Zjednoczonych, a nawet tak odległych krajów jak Ja-ponia, Jamajka, Togo i Senegal.W początkach lat siedemdziesiątych XX w. w ofercie „Waltera” pojawiła się też nowa kategoria produktów – maszyny do pisania. Ich produkcja opierała się na kontrakcie licencyjnym, zawartym ze szwedzką firmą „Facit”. Na tej podstawie skonstruowana zosta-ła maszyna do pisania „Łucznik” kl. 660, wytwarzana następnie w trzech wariantach. Do-bra lokalizacja i nowoczesne wyposażenie zakładu na Gołębiowie sprawiło, że w 1973 r. w Radomiu wyprodukowano 32 tys. „Łuczników”, które zaczęły stawać się systematycznie wręcz standardowym wyposażeniem polskich biur. Ponieważ radomski zakład był jedynym miejscem w Polsce, gdzie powstawały maszyny do pisania, ich produkcja systematycznie rosła, oscylując wokół 30 tys. egzemplarzy rocznie. Ofertę rozszerzono o maszyny walizkowe i nowoczesne maszyny elektryczne. Wraz z upływem czasu, w latach osiem-dziesiątych XX w., produkcja maszyn do pisania została ukierunkowana niemalże wyłącz-nie na eksport. Trafiały one do blisko 40 krajów, przede wszystkim ze świata arabskiego, posiadając czcionki przystosowane do tamtejszych alfabetów.W ramach produkcji cywilnej hale „Waltera” opuszczały także prasowarki elek-tryczne, elementy pneumatyki, a przez pewien czas także kuchenki gazowe i elektryczne. Dużą rolę odgrywała również produkcja broni pneumatycznej, kierowanej na rynek cywil-ny. Produkcję karabinków sportowych utrzymywano na poziomie 12 tys. egzemplarzy rocznie, eksportując je m.in. do Szwecji, Norwegii, Kanady i Australii. Ze względu na niemożliwość przebicia się ze swymi produktami na rynki światowe, zrezygnowano z pla-nów masowej produkcji broni myśliwskiej. Mająca miejsce w początkach lat siedemdziesiątych XX w. rozbudowa zakładu pociągnęła za sobą wzrost liczebności jego załogi. Jak można domniemywać – chociaż nie ma co do tego pewności – stan pracowników zakładu sięgnął ok. 12 tys. mężczyzn i kobiet. Postępująca mechanizacja i unowocześnianie procesów technologicznych sprawiło jednak, że w połowie omawianej dekady zakład zatrudniał ok. 10 tys. osób. Ogromny wpływ na szeroko rozumiane sprawy pracownicze wywarły represje po wydarzeniach „Radomskiego Czerwca”, w których załoga „Waltera” wzięła bardzo aktywny udział. Rankiem 25 czerwca 1976 r., w związku z wysłuchaniem poprzedniego wieczora, transmitowanego przez telewizję, sejmowego przemówienia premiera rządu, w którym zapowiedział on wprowa-dzenie radykalnych podwyżek cen żywności, kobiety zatrudnione w zakładzie nie podjęły pracy na pierwszej zmianie. Wkrótce strajk objął cały zakład, a członkowie dyrekcji nie byli w stanie uspokoić tłumu. Po pewnym czasie robotnicy „Waltera” opuścili hale fabryczne, kierując się pod siedzibę Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Tutaj spotkali się z pracownikami innych przedsiębiorstw, którzy również przyłączyli się do protestu. Po kilku godzinach daremnego oczekiwania na decyzję warszawskich zmian dotyczącą odwołania podwyżek, tłum wdarł się do gmachu komitetu. Budynek, z którego masztu zdarto czer-woną flagę, został spalony. Demonstrujący opanowali centrum miasta, gdzie doszło do licznych czynów o charakterze kryminalnym – zwłaszcza dewastacji sklepów i zaboru z nich atrakcyjnych towarów. W godzinach popołudniowych protest został spacyfikowany przez władze, ale wielu jego uczestników poddano brutalnym represjom. Ich symbolem stały się tzw. ścieżki zdrowia – przeprowadzanie zatrzymanych przez szpalery funkcjona-riuszy milicji, którzy gumowymi pałkami byli w stanie zadań każdemu z demonstrantów dziesiątki uderzeń. Liczni pracownicy „Waltera” – uczestnicy protestu, stanęli przed sąda-mi i kolegiami orzekającymi. Oprócz ich wyroków, formą represji wobec robotników stały się też dyscyplinarne zwolnienia z pracy. Chociaż ich skala pozostaje po dziś dzień nie-znana, powszechny jest pogląd, że w Radomiu pracę straciło ok. 940 osób, w tym 360 za-trudnionych w zakładach metalowych. Wyrzucano ich z „Waltera” z tzw. wilczym biletem, uniemożliwiającym w praktyce znalezienie pracy w jakimkolwiek innym przedsiębiorstwie państwowym. Znaczący jest fakt, że gdy w 1981 r. „Solidarność” utworzyła w zakładzie komisję rehabilitacyjną, zgłosiło się do niej aż 1,5 tys. pracowników, którzy odczuli represje po czerwcowym proteście. Uświadomiony społeczeństwu w 1980 r. i narastający lawinowo kryzys gospodar-czy wywarł bardzo negatywny wpływ na stan załogi „Waltera”. Coraz częściej notowane były przypadki porzucania pracy, czemu towarzyszyło przechodzenie nawet bardzo do-świadczonych pracowników do prywatnych zakładów rzemieślniczych i innych firm. Po-wodem tego były stosunkowo niskie wynagrodzenia. Zjawiska te – w połączeniu z prze-chodzeniem na emerytury najstarszych członków załogi – sprawiały, iż zakład zaczął od-czuwać coraz poważniej niedobór rąk do pracy. Przykładowo, w 1983 r. jego mury opuści-ło w różnych okolicznościach ponad 1,2 tys. pracowników, podczas gdy liczba nowoza-trudnionych wyniosła niespełna 1 tys. osób. Problemu tego nie udało się przezwyciężyć – jeszcze w 1988 r. na chętnych oczekiwało blisko 400 wolnych stanowisk, których nie można było jednak obsadzić. W tej sytuacji dyrekcja „Waltera” starała się skłaniać do pozostania w zakładzie oraz podjęcia w nim pracy działaniami socjalnymi. Nieustannie starano się o przydziały mieszkań dla członków załogi, wspierając też budownictwo indywidualne. Pracownicy zakładu i ich bliscy znajdowali się wśród radomian na pozycji wyjątkowej, mogąc korzy-stać z rozbudowanej i profesjonalnej opieki medycznej oraz licznych miejsc wypoczynku kolonijnego i urlopowego. Podobnie, jak miało to miejsce w poprzednich dekadach, także w omawianym okresie w „Walterze” działało kilkanaście organizacji społecznych, wśród których największą popularnością cieszyły się m.in. Liga Obrony Kraju, Polskie Towarzy-stwo Turystyczno-Krajoznawcze, a także Klub Honorowych Dawców Krwi. Powszechne uznanie wzbudzała działalność Zakładowego Domu Kultury, w którym siedzibę znalazł m.in. – koncertujący w całym kraju i poza jego granicami – Zespół Pieśni i Tańca „Łucznik”, a także uhonorowany licznymi nagrodami Klub Fotografii Artystycznej „Zarys”. Wiele osób interesowało się również działalnością Robotniczego Klubu Sportowego „Broń” Radom, na potrzeby którego oddano, budowaną z wieloma problemami, halę sportową przy ul. Narutowicza. Największe sukcesy w jego barwach odnosili pięściarze, kolarze torowi oraz piłkarze. Specyfiką „Broni” stało się też – wyjątkowe w skali regionu – rozwijanie dyscypliny cieszącej się w kraju coraz większą popularnością, a mianowicie tenisa stołowego. Wysoki poziom reprezentowali również członkowie, założonego w 1976 r., Strzeleckiego Klubu Sportowego „Walter” Radom. dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej
1950–1971

Wiodący zakład kraju

W 1950 r. w Polsce rozpoczęto realizację Planu 6-letniego, którego założenia opracowali komunistyczni ekonomiści. Przewidywał on szybką i zakrojoną na ogromną skalę industrializację kraju na wzór Związku Sowieckiego, opartą przede wszystkim o rozbudowę przemysłu ciężkiego i metalowego. Plany przewidywały, że w ciągu sześciu lat produkcja przemysłowa w Polsce wzrośnie o co najmniej 85 proc., a produkcja rolna o co najmniej 35 proc. Symbolem samego planu, a także rozmachu działań realizowanych przez komunistyczne władze, stała się budowa kombinatu metalurgicznego w Nowej Hucie.Chociaż radomska wytwórnia nie znalazła się wśród pierwszoplanowych zakładów objętych planem, władze podjęły decyzję o konieczności jej rozbudowy. Otwarcie nowego rozdziału zaakcentowano zmianą nazwy fabryki. Od 31 grudnia 1951 r. zaczęła ona funkcjonować jako Zakłady Metalowe im. Generała Waltera w Radomiu, podlegające Ministerstwu Przemysłu Ciężkiego (wcześniej fabrykę nadzorowało Ministerstwo Przemysłu i Handlu). Towarzyszyły temu poważne zmiany kadrowe. Dotychczasowy, zasłużony dla powojennej odbudowy zakładu, dyr. Marian Poniatowski, zdecydował się poświęcić pracy naukowej. Jego kolejnymi następcami zostawali inni inżynierowie, zmieniający się po upływie krótkich okresów. Sytuacja unormowała się dopiero w 1953 r., kiedy to stanowisko dyrektora naczelnego objął inż. Kazimierz Jackowski. Jak pokazała przyszłość dane mu było zajmować je przez następnych kilkanaście lat – dopiero w 1966 r. dyrektorem „Waltera” został inż. Marian Sopa.Według oficjalnych danych, w latach 1951–1954 „Walter” otrzymał na rozbudowę ok. 250 mln zł. Przeważająca część tych pieniędzy została przeznaczona na wzniesienie nowych hal fabrycznych oraz na zakup nowych maszyn i urządzeń. Wzmocniło to ogromnie potencjał produkcyjny zakładu. Jak już dzisiaj wiemy, w ramach podjętych ustaleń, miał on stać się największym w kraju producentem broni zaopatrującym nie tylko ludowe Wojsko Polskie, ale również armie tzw. krajów demokracji ludowej. Na tym tle już w końcu 1949 r. w Radomiu rozpoczęto produkcję karabinków „Mosin” wz. 44. Była to broń sowiecka, którą zaczęto wprowadzać do masowego użytku w Armii Czerwonej u kresu II wojny światowej. Dane występujące w dokumentach – nie wiadomo jednak, na ile precyzyjne – informują, że zakład był w stanie produkować rocznie 30 tys. sztuk tej broni. W rok później radomskie zakłady rozpoczęły produkcję całej „Pepeszy” (wcześniej wytwarzano tylko lufy do niej), która cieszyła się nadal uznaniem wśród żołnierzy i funkcjonariuszy formacji mundurowych. Chociaż potencjalna skala jej produkcji obejmowała 25 tys. sztuk rocznie, „Pepesza” była już wówczas bronią schyłkową. Zastąpił ją, produkowany w Radomiu od 1951 r., pistolet maszynowy PPS. W 1952 r. w „Walterze” rozpoczęto również produkcję ręcznego karabinu maszynowego DP, zwanego potocznie „Diegtariowem”, w wielkości 2,5 tys. sztuk rocznie. W tym samym roku zaczęto produkować tutaj również wersję DT tego karabinu, przeznaczoną do montażu w czołgach. Po pewnym czasie, a mianowicie w 1955 r. rozpoczęto produkcję unowocześnionej wersji tego karabinu, oznaczonej symbolem DTM.Jak przyjmuje się powszechnie, pierwsze apogeum produkcji broni w radomskim „Walterze” przypadło na lata 1950–1953. Po dziś dzień nie są znane jakiekolwiek dane statystyczne, dotyczące ilości wyprodukowanych karabinów. Broń pochodząca z Radomia, obejmująca blisko 70 proc. globalnej produkcji zakładu, liczona była corocznie w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy. Po okresie ogromnej prosperity doszło jednak do zauważalnego kryzysu, wiążącego się ze stopniowym wycofywanie z wyposażenia armii „Mosinów” i pistoletów PSS. Wizja skrajnego ograniczenia produkcji wojskowej stawiała przyszłość zakładu pod znakiem zapytania. Przełom nastąpił w 1955 r., kiedy to tzw. kraje demokracji ludowej zawiązały oficjalny pakt militarny – Układ Warszawski. Zdawano sobie sprawę, że jego fundamentem będzie całkowita unifikacja sprzętu wojskowego i oparcie sił piechoty karabinek AK–47, zwany popularnie „Kałasznikowem”. Pierwsze egzemplarze tej broni (w wersjach z kolbą drewnianą i składaną kolbą metalową) opuściły magazyny „Waltera” w 1957 r. W dokumentach możemy odnaleźć informacje mówiące, że o ile w tym roku zamierzano wyprodukować tutaj 20,3 tys. egzemplarzy tego karabinka, to w 1958 r. produkcja miała sięgnąć blisko 120 tys. sztuk, a w 1960 r. – 200 tys. sztuk, utrzymując się w następnych latach na takim właśnie poziomie.Skoncentrowanie starań na masowej produkcji „Kałasznikowów” nie oznaczało, że w „Walterze” porzucono produkcję innych typów broni. Przez stosunkowo krótki okres, obejmujący lata 1958–1962, w halach radomskiego zakładu wytwarzana była zmodyfikowana wersja karabinu maszynowego „Diegtariow”, a następnie karabinek maszynowy RPD wz. 44, znany w ludowym Wojsku Polskim pod nazwą erkaemu „D”. Jego przewidywana skala w przypadku radomskiego zakładu obejmowała 1,5 tys. egzemplarzy w 1957 r. i systematyczny wzrost do 5,5 tys. egzemplarzy w 1960 r. W dokumentach „Waltera” dotyczących drugiej połowy lat sześćdziesiątych XX w., pojawiają się również informacje o planach produkowania tutaj sowieckiego karabinu maszynowego ZU–2 (bardziej znanego pod nazwą KPW), przeznaczonego do zwalczania pojazdów opancerzonych, a także – w zmodyfikowanej wersji – do zwalczania samolotów. Produkcja ta miała rozpocząć się w 1958 r. obejmując początkowo 200 sztuk rocznie i wzrosnąć w ciągu dwóch następnych lat do poziomu 900 sztuk.Chociaż „Walter” produkował przede wszystkim broń sowiecką, o doskonałej renomie zakładu w skali kraju świadczył fakt, iż tutaj właśnie przekazywano do wdrażania projekty nowych pistoletów, opracowane przez polskich konstruktorów. Były to: pistolet „Vir” wz. 57 (przygotowany przez zespół prof. Piotra Wilniewczyca i inż. Stanisława Rojka) oraz pistolet skonstruowany przez inż. Ryszard Białostockiego. Żaden z nich nie wszedł jednak do masowej produkcji. Odmiennie przebiegały prace wdrożeniowe nad pistoletem P–64, znanym pod potoczną nazwą „Czak”, opracowanym przez zespół konstruktorów z Zakładu Broni Strzeleckiej Centralnego Badawczego Poligonu Artyleryjskiego w Zielonce. Stał się on pierwszym po wojnie polskim pistoletem produkowanym seryjnie, otrzymując status przepisowej broni służbowej funkcjonariuszy służb mundurowych i wypierając w związku tym stare, sowieckie „Tetetki”. Seryjną produkcję pistoletu P–64 rozpoczęto w Radomiu w 1964 r. Jej dokładna skala pozostaje niestety nieznana.W tym samym czasie „produkcja niekatalogowa” radomskiego zakładu poszerzyła się o jeszcze jeden wariant broni. Był nią pistolet maszynowy PM–63 „Rak”, opracowany przez zespół specjalistów z Politechniki Warszawskiej, kierowany przez prof. Piotra Wilniewczyca. „Raki” zaczęto produkować w Radomiu prawdopodobnie w 1965 r.Produkcji wojskowej towarzyszyła produkcja cywilna, oparta na maszynach do szycia. Od pewnego momentu została ona uznana za priorytetową w działalności zakładu i była rozwijana przez zespół konstruktorów na czele z inż. Bogusławem Białczakiem. Od 1957 r. w Radomiu zaczęto zatem produkować maszyny „Łucznik” w licznych modelach, przeznaczonych zarówno dla zakładów przemysłowych, jak i odbiorców prywatnych. Systematycznie unowocześniane, odniosły one ogromny sukces rynkowy. Ogółem w latach 1954–1960 w Radomiu wyprodukowano 38,3 tys. maszyn przemysłowych, 574,6 tys. maszyn domowych prostościegowych oraz 11,9 tys. maszyn domowych zygzakowych. Znaczna część spośród nich została sprzedana poza granice Polski. Przejawem docenienia kompetencji pracowników „Waltera” stało się powołanie do życia w 1960 r. Branżowego Ośrodka Konstrukcji Maszyn do Szycia w Radomiu. Wkrótce radomski „Łucznik” stał się jednym z największych producentów maszyn do szycia w świecie. 1969 r. roczna wartość ich produkcji przekraczała 560 mln zł, z czego 520 mln zł przynosiła sprzedaż maszyn domowych. We wspomnianym roku okazało się, że w ciągu dwóch minionych dekad zakład wyprodukował 2 mln maszyn, blisko połowa trafiła poza granice kraju. Oprócz tzw. krajów demokracji ludowej (Związek Radziecki, Bułgaria, Rumunia, Węgry itd.), eksportowano je m.in. do Niemieckiej Republiki Federalnej, Grecji, Turcji, Chile, Iraku, Libanu, Maroka, Turcji i Algierii, a nawet – w niewielkich partiach – do Stanów Zjednoczonych i Kanady.„Walter” zdobywał też uznanie innymi produktami, kierowanymi do odbiorców cywilnych. Były to zestawy kluczy płaskich, oczkowych i nasadowych, części samochodowe, proste automaty spawalnicze, sprężarki do lodówek, zamki drzwiowe i kłódki „Łucznik”, które sprzedawano w kraju oraz eksportowano m.in. do Turcji, Rumunii, Bułgarii i Egiptu. Licznych nabywców w kraju i poza jego granicami znajdowały też jednostrzałowe karabinki sportowe.Wzrost produkcji wiązał się ze wzrostem, stanu zatrudnienia. W 1966 r. w „Walterze” pracowało ponad 9,8 tys. osób, w tym 5,4 tys. robotników produkcyjnych, 2,6 tys. robotników pomocniczych, 250 robotników usługowych, 1,2 tys. osób zaliczanych do kadry inżyniersko-technicznej, a także 400 pracowników administracyjno-biurowych. Dążność do podnoszenia kwalifikacji załogi sprawiała, że w 1961 r., na wniosek dyrekcji „Waltera”, w Radomiu działalność rozpoczęło technikum mechaniczne dla pracujących. W następnym uruchomiono zasadniczą szkołę zawodową dla młodocianych (ze specjalnościami: tokarz, frezer i ślusarz), a w 1964 r. zasadniczą szkołę zawodową dla pracujących. Zakład cierpiał na ogromny niedobór kadry inżynierskiej. Starano się budować ją utrzymując stały kontakt z politechnikami oraz wspierając rozwój Wyższej Szkoły Inżynierskiej w Radomiu, licząc, że uczelnia ta będzie wychowywać kolejne roczniki pracowników lokalnego przemysłu.Jednym z „magnesów” mających związać członków załogi z miejscem zatrudnienia była też – wpisywana silnie w politykę władz państwowych i partyjnych – opieka socjalna roztaczana przez dyrekcję zakładu nad pracownikami. Starano się zdobywać dla nich jak największą ilość mieszkań, rozwijano żłobki i przedszkola, organizowano kolonie i w czasu pracownicze, przystępując też od pewnego momentu do budowy własnej bazy wypoczynkowej. Załoga była też systematycznie „upartyjniana”. W zakładzie działało wiele organizacji społecznych, wśród których największym uznaniem cieszyły się m.in. Klub Honorowych Dawców Krwi, a także koło Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Mechaników (w latach sześćdziesiątych XX w. jego członkowie zbudowali i przekazali radomskiemu szpitalowi urządzenie do reanimacji serca). Wielu pracowników związało się z – utworzonym w 1952 r. – Domem Kultury Zakładów Metalowych, w którym działały zespoły: teatralny, taneczny, recytatorski i estradowy, orkiestra dęta, a także kilka zespołów dziecięcych. Zakład wydawał także własny dwutygodnik, noszący tytuł „Życie Załogi”.Ważną sferą życia zakładu pozostawał również sport. W 1956 r. podjęto decyzję o powrocie klubu „Stal” do przedwojennej nazwy „Broń” i rozszerzeniu, a w pewnym sensie także sprofesjonalizowaniu, działalności sportowej. Najbardziej znaną sekcję „Broni” tworzyli bokserzy, wśród których największą gwiazdą był bezsprzecznie Kazimierz Paździor – zdobywca w 1957 r. tytułu mistrza Europy, a w 1960 r. złotego medalu na Igrzyskach Olimpijskich w Rzymie. Duże sukcesy odnosili również kolarze torowi i przełajowi, piłkarze, zawodnicy uprawiający strzelectwo sportowe, a także tenisiści ziemni. dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej
1945–1949

Czas odbudowy

Dnia 16 stycznia 1945 r. po stosunkowo krótkich, ale bardzo intensywnych walkach, Radom zajęty został przez Armię Czerwoną. Niemalże natychmiast po zakończeniu walk, w mieście pojawili się członkowie specjalnej Grupy Operacyjnej Ministerstwa Przemysłu Ciężkiego, który mieli zająć się zabezpieczeniem mienia lokalnych zakładów przemysłowych, a w dalszej perspektywie również ich odbudową. 21 stycznia 1945 r. zorganizowali on w jednym z bloków mieszkalnych przy ul. Poniatowskiego zebranie, w którym udział wzięli byli pracownicy zakładu, a także reprezentanci władz wojskowych i cywilnych. Zdecydowano wówczas o powołaniu komitetu odbudowy Fabryki Broni, powołując na stanowisko jej dyrektora inż. Mariana Poniatowskiego.Prawdopodobnie następnego dnia członkowie nowej dyrekcji i ich współpracownicy przeprowadzili lustrację obiektów fabrycznych. Wszystkie one były opustoszałe i zdewastowane. W wielu miejscach znajdowały się miny, ładunki pirotechniczne i niewybuchy, które po pewnym czasie usunęli saperzy. Całkowity brak maszyn i urządzeń uniemożliwiał jednak podjęcie jakiejkolwiek produkcji. Park maszynowy zakładu zaczęto odnawiać, konfiskując w prywatnych fabryczkach i warsztatach maszyny i silniki, przydatne do wznowienia cyklu produkcyjnego. Radomski zakład wsparło też wypożyczenie pewnej ilości maszyn i urządzeń z fabryki amunicji w Skarżysku-Kamiennej.Kwestią warunkującą wręcz dalsze istnienie fabryki broni była jednak rewindykacja z Niemiec jej wyposażenia, wywiezionego do centrali koncernu „Steyr”, a stąd do innych miejscowości. Prace na tym polu podjęto stosunkowo późno, bo dopiero wiosną 1946 r., czyli w rok po zakończeniu wojny. Okazało się, że przynajmniej część radomskiego parku maszynowego trafiła do, leżącego w Austrii, obozu koncentracyjnego Mauthausen–Gusen, którego tysiące więźniów wykorzystywano do niewolniczej pracy na rzecz niemieckiego przemysłu zbrojeniowego, w tym także koncernu „Steyr–Deimler–Puch”. Do przewozu maszyn dyr. Poniatowski i jego współpracownicy wydelegowali dwie ekipy robotnicze. Dzięki ofiarności tworzących je osób, a także licznym łapówkom wręczanym okupującym Austrię Rosjanom, w ramach trwającej od sierpnia 1946 r. do kwietnia 1947 r. akcji rewindykacyjnej, do Radomia udało się sprowadzić prawdopodobnie ok. 1 tys. maszyn i urządzeń. Chociaż była to tylko skromna część parku maszynowego zakładu (liczbę obrabiarek znajdujących się w Fabryce Broni w Radomiu w momencie rozpoczęcia przez Niemców ewakuacji szacuje się na ok. 3,5 tys.), pozwalała ona myśleć o przyszłości. Sprzęt ten był poważnie zdewastowany, a przywrócenie go do pełnej sprawności wymagało znacznych nakładów.Chociaż w oficjalnych publikacjach dotyczących historii zakładu (funkcjonującego długi czas pod nazwą Fabryka Broni w Radomiu, a od 15 września 1948 r. pod nazwą: Zjednoczone Zakłady Wyrobów Metalowych. Zakład Nr 1 w Radomiu) stwierdzano, że w pierwszych latach powojennych wykonywał on wyłącznie produkcję cywilną, nie jest to prawda. Już w 1946 r. podstawą jego działalności stała się produkcja sowieckiego pistoletu TT, zwanego popularnie „Tetetką”, będącego podstawowym wyposażeniem oficerów Armii Czerwonej oraz działających u ich boku oficerów ludowego Wojska Polskiego. Już we wspomnianym roku w Radomiu wykonano – ma maszynach odnalezionych i skonfiskowanych w mieście oraz wypożyczonych ze Skarżyska-Kamiennej – 1,2 tys. kompletów części „Tetetek”, przeprowadzając też montaż 360 pistoletów. W roku 1946 r. w Radomiu wyprodukowano też blisko 300 luf do pistoletu maszynowego PPS-34 – czyli popularnej „Pepeszy”. Produkcja wojskowa oparta na pistoletach, lufach do pistoletów maszynowych oraz częściach zapasowych była kontynuowana także w następnych latach. W 1948 r. wzbogacono ją o produkcję pistoletu sygnałowego. Równocześnie w fabryce starano się rozwijać produkcję cywilną, obejmującą przede wszystkim wrzeciona do maszyn włókienniczych. Umożliwiło to zwiększenie zatrudnienia, wynoszącego w 1946 r. 600, w 1948 r. blisko 2 tys. pracowników, a w 1949 r. ok. 4 tys. pracowników.Współpraca radomskiego zakładu z przemysłem włókienniczym, uznawanym za strategiczny i kluczowy dla odbudowy kraju, zaowocowała niezwykłym w ówczesnych realiach dokonaniem – przygotowaniem produkcji pierwszej polskiej maszyny do szycia. Bez jakiejkolwiek licencji zagranicznej, dzięki własnemu wysiłkowi osób zatrudnionych w fabryce, w końcu 1948 r. rozpoczęto produkcję maszyny „Łucznik” LZ3. Nie była ona przeznaczona dla prywatnych odbiorców, ale dla zakładów przemysłu odzieżowego. W Radomiu przygotowywano całą konstrukcję wraz ze specjalnym stołem, natomiast silniki napędowe pochodziły z zakładów w Bielsku-Białej. Maszyny te wytwarzano z powodzeniem do 1952 r.Pierwsze lata powojenne przyniosły też akcję wciągania pracowników w życie polityczne Ze względu na przedwojenne i okupacyjne sympatie, stosunek do załogi do ideologii komunistycznej był bardzo niechętny. Jeszcze w 1949 r. do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej należało jedynie 400 pracowników fabryki, a więc niespełna 10 proc. ogółu. Sympatię do lewicowych władz budowano m.in. dzięki roztaczaniu przez dyrekcję fabryki opieki socjalnej nad pracownikami. Ważnym dla całego Radomia wydarzeniem stało się uruchomienie ambulatorium zakładowego. W 1947 r. w baraku przy ul. Traugutta zorganizowano przedszkole dla dzieci pracowników, a przy ul. 1905-go Roku żłobek, przeniesiony po pewnym czasie do budynku przy ul. Kościuszki. Analogicznie, jak miało to miejsce w okresie międzywojennym, dyrekcja starała się również dbać o rozwój życia kulturalnego pracowników i ich rodzin. W budynku dawnego kasyna powstała zatem świetlica, przekształcona w 1948 r. w Klub Robotniczy Zakładów Metalowych im. Gen. Waltera. Utworzono tutaj zespoły: taneczny, recytatorski i muzyczny, a także reaktywowano orkiestrę dętą. W klubie znalazło również siedzibę kilka organizacji społecznych, a także reaktywowany klub sportowy „Broń” (realizując polecenie władz resortowych, w 1947 r. zmienił on jednak nazwę na „Stal”), koncentrując działalność na rywalizacji z drużynami innych zakładów przemysłu metalowego. dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej
1939–1945

Wojna i okupacja

Rozpoczęta 1 września 1939 r. agresja hitlerowskich Niemiec na Polskę, była dla radomian – w tym także pracowników Fabryki Broni – ogromnym zaskoczeniem. Ponieważ już wcześniej zdawano sobie sprawę z faktu, że w ewentualnym konflikcie militarnym dużą rolę odegra lotnictwo, zakład starano się zabezpieczyć przed atakami z powietrza. Na jego terenie rozmieszczone zostały dwa dwudziałowe plutony szybkostrzelnych działek Boforsa kalibru 40 mm, obsługiwane prawdopodobnie przez specjalnie przeszkolonych pracowników. Wielu członków załogi – oficerów, podoficerów i szeregowych Wojska Polskiego – otrzymało karty mobilizacyjne, polecające im udanie się do macierzystych jednostek. Naruszało to poważnie wcześniejsze wytyczne, w ramach których zakład miał funkcjonować z pełną sprawnością, wspierając polską armię.Chociaż w ciągu pierwszych dni po wybuchu wojny fabryka pracowała w miarę normalnie, coraz poważniejsze akcje niemieckiego lotnictwa nad Radomiem, a także wieści dochodzące z obszarów objętych walkami wskazywały, że sytuacja Polaków nie jest najlepsza. Przełom nastąpił prawdopodobnie 4 września 1939 r., kiedy to do miasta dotarły polecenia nakazujące ewakuację załogi Fabryki Broni na prawy brzeg Wisły, uznawanej za bastion, na którym będzie można zatrzymać agresora. Pracownicy zakładu mieli przedostać się na Lubelszczyznę i ruszyć dalej na wschód, docierając ostatecznie do Łucka – stolicy województwa wołyńskiego, oczekując tam na dalszy rozwój wydarzeń. Jak można przypuszczać, ewakuacją fabryki kierował inż. Kazimierz Ołdakowski. Nie wiadomo zupełnie, ilu pracowników zakładu podporządkowało się procedurom ewakuacyjnym. Była to grupa co najmniej kilkusetosobowa, tworzona przede wszystkim przez członków dyrekcji, kadrę inżynierską i majstrów z poszczególnych wydziałów. Ponieważ nie istniały możliwości wywiezienia wraz z ludźmi maszyn i narzędzi, pozostawiono je w Radomiu. Pracownicy zabrali jednak zapewne ze sobą część akt, w tym dokumentację technologiczną karabinów i pistoletów. Prawdopodobnie 5 września 1939 r. kolumna ewakuacyjna przekroczyła most w Dęblinie, ruszając dalej w głąb Lubelszczyzny. Równocześnie z zakładu wywieziono działka przeciwlotnicze, co czyniło fabrykę całkowicie bezbronną. W Radomiu pozostali wyselekcjonowali pracownicy, których zadaniem stało się strzeżenie zakładu przed ogniem i złodziejami.Dnia 6 września 1939 r. Radom ogarnięty został tzw. paniką ewakuacyjną, co spowodowało, że budynki fabryki nie były już ochraniane w jakikolwiek innych sposób. Prawdopodobnie następnego dnia Niemcy zbombardowali zakład, niszcząc całkowicie m.in. dział obróbki łoża. Równie poważne straty przyniosły kradzieże, dokonywane przez osoby ze środowisk kryminogennych. Jak wiemy, z zakładu zabierano przede wszystkim wyposażenie biurowe, firanki i zasłony, drobne meble, elementy metalowe oraz zmagazynowane drewno. „Popularnością” wśród złodziei cieszyły się też rowery oraz pistolety. Gdy 8 września 1939 r. do Radomia wkroczyły oddziały niemieckie, fabryka była poważnie zdewastowana i ograbiona.Chociaż nie było wiadomo, czy w realiach okupacji Niemcy wznowią działalność zakładu, decyzja dotycząca tego zagadnienia zapadła szybko. Przypomnijmy, że karabin systemu „Mauser” był nadal podstawową bronią niemieckiej piechoty, a uznaniem Niemców cieszył się też pistolet „Vis”. Żołnierze Wehrmachtu korzystali również z rowerów, wykorzystywanych przecież także przez polską armię. Zdecydowano, że zarząd fabryki przejmie towarzystwo akcyjne „Steyr–Daimler–Puch” z centralą w Lipsku, którego skierowani do Radomia pracownicy, współpracowali odtąd ściśle z niemieckim dowództwem. W konsekwencji, Fabryka Broni w Radomiu (Waffenfabrik in Radom) wznowiła produkcję w pierwszych tygodniach 1940 r., zatrudniając ponownie znaczną część przedwojennych robotników. Odmiennie przedstawiała się sytuacja z kadrą inżynierską i techniczną, gdzie stanowiska obsadzili przede wszystkim przybysze z III Rzeszy. Do wznowienia pracy w zakładzie nie udało się Niemcom skłonić inż. Kazimierza Ołdakowskiego. Gdy w początkach 1940 r. przed drzwiami jego warszawskiego mieszkania pojawili się gestapowcy, popełnił on samobójstwo, rzucając się z okna na bruk.Jak informują źródła, poziom zatrudnienia Polaków w fabryce został unormowany już w 1940 r. na poziomie ok. 3,5 tys. osób. Ponieważ wraz z upływem czasu władze wojskowych żądały od dyrekcji systematycznego zwiększania produkcji, zakład potrzebował nowych rąk do pracy. Dążąc do minimalizowania kosztów sięgnięto po nawet nie tanią, ale wręcz niewolniczą siłę roboczą w postaci żydowskich pracowników przymusowych – najpierw doprowadzanych z getta, a więzionych w obozie zbudowanym niedaleko zakładu. Według danych z jesieni 1943 r. załoga fabryki obejmowała niespełna 3,4 tys. Polaków, 1,1 tys. Żydów, 60 Niemców i 80 tzw. Niemców etnicznych (volksdeutschów).Najważniejszą i zarazem rozbudowaną sferą działalności zakładu była produkcja karabinów i pistoletów na potrzeby Wehrmachtu oraz armii państw pozostających w sojuszu z III Rzeszą. Pod względem typów broni produkcja ta była identyczna z tą, którą przed wojną zakład zaspakajał potrzeby Wojska Polskiego. Główną rolę odgrywał w nim karabin systemu „Mauser”. Fabryka produkowała niemalże wszystkie z blisko 60 elementów metalowych karabinu. Wyjątkiem były lufy i łoża, które produkowano w Niemczech, dokonując finalnego montażu karabinów w fabryce koncernu „Steyr” w Oberdonau. Identyczne rozwiązanie dotyczyło pistoletu „Vis”. Niemcy wznowili w Radomiu jego produkcję, wytwarzając tutaj niemalże całe komplety części za wyjątkiem luf. Przyjęcie przez okupantów takiego rozwiązania wiązało się oczywiście z obawą, że w przypadku wytwarzania w Polsce kompletnych sztuk broni, części do nich będą przejmowane przez struktury konspiracyjne, dysponujące własnymi montowniami.Produkcja kompletów części karabinowych i pistoletowych była bardzo wysoka. Przykładowo, u schyłku 1941 r. fabryka produkowała miesięcznie 15 tys. kompletów części do karabinów i 5,4 tys. kompletów części do „Visa”. Jesienią 1943 r. miesięczny poziom produkcji miał ustabilizować się na poziomie 21 tys. kompletów części do „Mausera” i 10,5 tys. kompletów części do „Visa”. W pewnym okresie Niemcy rozpoczęli też w Radomiu produkcję pistoletów „Steyr”. Na potrzeby niemieckiej armii produkowano też rowery oraz utworzono w zakładzie duże warsztaty naprawcze pojazdów mechanicznych.Osiągnięcie znaczących wyników produkcyjnych było możliwe dzięki polityce stałego terroru, stosowanego wobec polskiej załogi. Wśród zakładów przemysłowych działających w okupowanym Radomiu, fabryka broni słynęła wręcz z najtrudniejszych warunków, w jakich pracowali jej robotnicy. Każdy pracownik tego zakładu był narażony nieustannie nie tylko na szykany, wyzwiska i obelgi, ale również na dotkliwe pobicie. Każde uchybienie, a nawet kilkakrotne spóźnienie się do pracy, mogło zostać uznane za sabotaż, prowadząc do osadzenia w obozie koncentracyjnym. Fabryka Broni w Radomiu stała się też miejscem martyrologii osób narodowości żydowskiej. Już w 1942 r. w radomskim getcie stworzono komando robotników przymusowych, które doprowadzano codziennie do pracy w zakładzie. Po likwidacji dzielnicy zamkniętej ocalałych więźniów osadzono w przyfabrycznym obozie pracy, wybudowanym przy ul. Szkolnej (obecnie przez teren ten przebiega Al. Grzecznarowskiego), który w styczniu 1944 r. stał się filią obozu koncentracyjnego na Majdanku. Więźniowie wykonywali pracę przymusową przy produkcji broni w trybie dwuzmianowym, pracując przez 12 godzin na dobę przez 6 dni w tygodniu. Niemieccy majstrowie stosowali wobec nich przemoc, której przejawiami były nie tylko ciężkie pobicia, ale nawet zabójstwa. Towarzyszył temu personalny głód. Obóz żydowski przy fabryce istniał do lata 1944 r., kiedy to jego więźniowie trafili do Auschwitz, a stamtąd w części do obozów pracy przymusowej na terenie Niemiec.Wielu polskich pracowników fabryki zaangażowało się w działalność konspiracyjną, której jednym z przejawów było wykradanie części karabinowych i pistoletowych. Było to możliwe m.in. dzięki ukryciu we wrześniu 1939 r. znacznej ilości luf do „Visów”, dzięki którym można było teraz montować z wykradanych części kompletne pistolety. Stworzony przez żołnierzy Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej system zdobywania broni działał przez długi czas wręcz idealnie. Niestety, 19 września 1942 r. grupa konspiratorów, zamierzająca wykonać wyrok śmierci na konfidencie Gestapo, starła się na stacji kolejowej w Rożkach z patrolem niemieckiej żandarmerii. W ręce Niemców dostały się dwa „Visy”, wykradzione z zakładu. W następstwie Niemcy przeprowadzili w Radomiu masowe aresztowania, decydując się stracić 50 osób, pozbawiając je życia na szubienicach, ustawionych w różnych punktach miasta. Dnia 14 października 1942 r. jedną z szubienic ustawiono na trawniku przed budynkiem głównym Fabryki Broni (od strony ul. Ciepłej), mordując na niej piętnastu mężczyzn, w tym aż jedenastu pracowników zakładu. Wielu ich kolegów zginęło także w innych egzekucjach, a inni ponieśli śmierć w obozach koncentracyjnych. Danina krwi, zapłacona przez załogę zakładu za jej patriotyczną postawę, była więcej niż pokaźna.Fabryka Broni w Radomiu działała w omówionych, okupacyjnych realiach, do letnich miesięcy 1944 r. Dotarcie frontu wschodniego do linii Wisły sprawiło, iż Niemcy rozpoczęli szeroko zakrojone prace ewakuacyjne, obejmując nimi zwłaszcza podmioty pracujące na potrzeby machiny zbrojeniowej. Sprawiło to, że radomski zakład został całkowicie zdewastowany i ograbiony z mienia. Z fabryki zabrano wyposażenie, załadowane na ok. 500 ciężarówek i do ok. 480 wagonów kolejowych. Wśród zrabowanych ruchomości znalazł się m.in. cały sprzęt laboratoryjny i techniczny, wszystkie obrabiarki (w ilości szacowanej bardzo ogólnikowo na ok. 3,5 tys.), surowce, a także wymontowana z budynków sieć elektryczna, wodociągowo-kanalizacyjna i odlewnicza. Fabryka wkraczała zatem w okres powojenny w stanie całkowitej ruiny. dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej
1927–1939

Apogeum rozwoju

W maju 1926 r. w Polsce dokonany został zamach stanu. Władzę przejął marszałek Józef Piłsudski i skupieni wokół niego oficerowie Wojska Polskiego. Wydarzenie to wywarło ogromny wpływ na funkcjonowanie całego kraju, armii a także jej zaplecza, tworzonego m.in. przez zakłady zbrojeniowe. Już we wspomnianym roku podjęto decyzję o likwidacji Centralnego Zarządu Wytwórni Wojskowych, tworząc wkrótce w jego miejsce holding pod nazwą Państwowych Wytwórni Uzbrojenia w Warszawie, w składzie którego znalazł się m.in. radomski zakład noszący już wówczas nazwę Państwowej Fabryki Broni w Radomiu (po pewnym czasie została ona oficjalnie skrócona, przyjmując brzmienie: Fabryka Broni w Radomiu). Zbiegło się to w czasie z wejściem w życie przepisów, dotyczące komercjalizacji państwowych przedsiębiorstw przemysłowych, handlowych i górniczych. Nadało ono im osobowość prawną, zezwalając działać na rynku analogicznie do firm prywatnych. Zmiany w ustawodawstwie pociągnęły za sobą zmiany personalne. Stanowiska dyrektorskie opuścili zatem dwaj pierwsi budowniczowie zakładu: inż. Andrzej Dowkontt i ppłk Stanisław Siczek, a nowym dyrektorem naczelnym radomskiej fabryki został 1 kwietnia 1927 r. inż. Kazimierz Ołdakowski – specjalista o wysokich kwalifikacjach i bogatym doświadczeniu zawodowym. Jak pokazała mu przyszłość, dane mu było kierować zakładem przez następnych kilkanaście lat, aż do wybuchu II wojny światowej. W chwili objęcia stanowiska dyrektora przez inż. Ołdakowskiego, radomska fabryka dysponowała w praktyce wszystkimi budynkami, przeznaczonymi do zadań produkcyjnych. Ponieważ nie istniała konieczność wznoszenia nowych obiektów, główny nacisk położony został na rozbudowę towarzyszącej im infrastruktury. Systematycznie starano się usuwać z terenu fabrycznego prowizoryczne obiekty drewniane, czemu w drugiej połowie lat trzydziestych XX w. towarzyszyły również prace, mające na celu zabezpieczenie fabryki przed ewentualnymi działaniami nieprzyjacielskiego lotnictwa. Znacznie poważniejsze wyzwania wiązały się z wytycznymi władz wojskowych, nakazującymi dynamizowanie produkcji zbrojeniowej. W drugiej połowie lat trzydziestych przeprowadzano kilkakrotnie symulacje przechodzenia fabryki na tzw. tryb wojenny, co oznaczało pracę całodobową z zachowaniem pełnych mocy produkcyjnych. Uwidoczniły one wiele problemów, związanych zwłaszcza z ciasnotą licznych obiektów oraz ich niską drożnością. Dyrekcja opracowała zatem plany dyslokacji niektórych działów produkcyjnych, tak, by wygospodarować jak największe powierzchnie użytkowe. Planowano również budowę nowych obiektów: hali do produkcji rowerów, budynku biura głównego z obszernych schronem przeciwgazowym, a także drugiej strzelnicy. W sfinalizowaniu tych inwestycji przeszkodził jednak najprawdopodobniej wybuch wojny. Procesowi rozbudowy i odpowiedniego zagospodarowywania obiektów tworzących zakład, towarzyszyły starania o wzmocnienie stanu jego parku maszynowego. W dyspozycji Państwowych Wytwórni Uzbrojenia znalazły się wówczas – pochodzące m.in. z kredytu zaciągniętego przez polskie władze we Francji – środki finansowe, które można było przeznaczyć na zakup nowoczesnych maszyn i urządzeń, a zwłaszcza tokarek i obrabiarek. Zakupów tych dokonywano nie tylko w Polsce, ale również we Francji, Niemczech, Szwecji i Stanach Zjednoczonych, a objęły one przede wszystkim obrabiarki, szlifierki, bruzdownice, piece, a także dziesięciotonową maszynę do prób wytrzymałościowych. Chociaż wzmocniły one bardzo poważnie potencjał fabryki, nie rozwiązały poważnych problemów, dotyczących parku maszynowego. Na krótko przed wybuchem II wojny światowej szacowano, że spośród 2,3 tys. najróżniejszych maszyn i urządzeń posiadanych przez zakład, natychmiastowych, generalnych remontów wymaga aż 800.Silna eksploatacja parku maszynowego, wiązała się z rozwojem produkcji wojskowej i cywilnej. W pierwszych latach działalności zakładu jego produkcję skoncentrowano na karabinku „Mauser” wz. 98 – podstawowym uzbrojeniu broni żołnierza polskiej piechoty. Tylko w 1928 r. w Radomiu wyprodukowano 54,6 tys. sztuk tej broni. Chociaż radomskie „Mausery” były droższe o tych, które produkowano w Fabryce Karabinów w Warszawie, omawiany zakład dysponował poważnym atutem, wzmacniającym jego pozycję na polskim rynku zbrojeniowym. Była nim równoczesna produkcja także bagnetów do „Mauserów”, które oprócz Radomia, produkowano jedynie w krakowskich zakładach „Perkun”. Gdy produkcja zakładu była już ustabilizowana i płynna, do Radomia dotarła w 1931 r. zaskakująca informacja. Mówiła ona, iż Ministerstwo Spraw Wojskowych podjęło decyzję o całkowitej rezygnacji z produkcji karabinka „Mauser” wz. 98, który zastąpi odtąd zmodyfikowana wersja tej broni – „Mauser” wz. 29. Chociaż konieczność zmodyfikowania procesu produkcyjnego pociągnęła za sobą poważne koszty, wiązało się to z poważną rekompensatą. Na mocy decyzji ministerialnej, Fabryka Broni w Radomiu stała się jedynym w całym kraju producentem karabinów dla Wojska Polskiego. Monopol ten sprawił, że produkcja „Mauserów” – nazywanych często przez żołnierzy po prostu „radomiakami” – utrzymywana była w kolejnych latach na wysokim poziomie. W 1933 r. wyniosła ona 35 tys. sztuk, a w rekordowym 1937 r. – aż 65,2 tys. sztuk.Realizowana w Radomiu produkcja broni długiej została poważnie wzbogacona w połowie lat trzydziestych XX w. Po raz kolejny w kręgach dowódczych Wojska Polskiego doszło wówczas do przeprowadzenia zmian w założeniach taktycznych działań piechoty. Powrócono wówczas do koncepcji jej walki na dość poważnym dystansie, co wymagało karabinów o większym, niż używane dotychczas, zasięgu. Sięgnięto zatem po rozwiązanie najprostsze, a mianowicie wznowiono produkcję starych, znanych z okresu pierwszej wojny światowej „Mauserów” wz. 98, które teraz – po przeprowadzeniu drobnych modyfikacji – otrzymały oznaczenie 98a. W 1936 r. w Fabryce Broni w Radomiu wyprodukowano 15,5 tys. tych karabinów, a w roku 1937 – 19,0 tys. Oprócz karabinków i karabinów systemu „Mauser” radomski zakład zasłużył się krajowi także produkcją broni krótkiej. W początkach lat trzydziestych XX w. zaczęto w nim produkować zmodyfikowaną wersję belgijskiego rewolweru „Nagant” wz. 95 – broni bardzo popularnej w przedrewolucyjnej Rosji, znanej tam pod nazwą „Nagan”, w którą władze państwowe wyposażyły funkcjonariuszy policji państwowej i straży pocztowej. Najsłynniejszą bronią krótką, która w okresie międzywojennym produkowana była wyłącznie w Fabryce Broni w Radomiu, okazał się jednak pistolet „Vis” kalibru 9 mm, skonstruowany przez inżynierów Piotra Wilniewczyca i Jana Skrzypińskiego, w oparciu o amerykański pistolet „Colt” M1911. „Vis” oznaczał się doskonałymi proporcjami, celnością i niezawodnością działania. Po dziś dzień zaliczany jest przez niektórych specjalistów do grupy najlepszych pistoletów w całej historii wojskowości. Wkrótce po zapadnięciu w 1935 r. decyzji, iż stanie się on podstawową bronią osobistą oficerów Wojska Polskiego, skalę jego produkcji unormowano na poziomie 1 tys. sztuk miesięcznie. Ogólny wkład Fabryki Broni w Radomiu w uzbrojenie Wojska Polskiego w okresie międzywojennym jest imponujący. Jak wyliczył Wojciech Nalberski, należy szacować go na ok. 470 tys. sztuk karabinów i karabinków „Mauser” oraz ponad 30 tys. sztuk pistoletów „Vis”, doliczając do tego również produkcję dodatkową: bagnety, ładownice, pasów, wyciory, pistolety na naboje gazowe itd. Warto również przypomnieć, że w Radomiu przygotowano także eksperymentalne serie uzbrojenia opracowywanego przez polskich konstruktorów, które jednak nie weszło nigdy do masowej produkcji – karabinu ciśnieniowego, „karabinka Budzyńskiego”, czy też „karabinka Kuczyńskiego”.Obok produkcji wojskowej, niezwykle ważną sferą działalności radomskiej fabryki była produkcja cywilna. Objęła ona przede wszystkim rowery, należące do artykułów, na które w międzywojennej Polsce istniał ogromny popyt. Po zakupie w 1929 r. dokumentacji produkcyjnej od dwóch francuskich firm (jako bazy do tworzenia własnych modeli) ustalono, że rowery produkowane przez Fabrykę Broni w Radomiu nosić będą nazwę „Łucznik”, wykorzystując znak graficzny przedstawiający mężczyznę strzelającego z łuku, zainspirowany akwarelą artysty malarza Władysława Skoczylasa. Wkrótce okazało się, że radomskie „Łuczniki” odniosły nie tylko na polskim, ale wręcz na ogólnoświatowym rynku gospodarczym, ogromny sukces, czego dowodzi skala ich produkcji, wynosząca w 1931 r. ponad 5,8 tys. sztuk, a w 1938 r. aż 19,0 tys. sztuk. Rowery te produkowano w kilkunastu modelach. W ofercie fabryki znajdowały się zatem trójkołowe rowerki dziecięce, dwa warianty rowerów dla kilku- i nastolatków, damskie i męskie rowery turystyczne, a także rowery: szosowe, półwyścigowe, sportowe (tzw. kolarki), torowe i górskie oraz wojskowe. Oprócz kierowania ich na rynek krajowy, eksportowano je również do Chin, Chile, Brazylii, Syrii, Palestyny oraz Indii. Ich renomę potwierdzały nagrody przyznawane „Łucznikom” na imprezach, prezentujących dokonania przemysłu – Wielki Medal Złoty na Powszechnej Wystawie Krajowej w Warszawie w 1929 r. oraz Złoty Medalem i nagroda „Grand Prix” na III Międzynarodowej Wystawie w Brukseli w 1930 r. Oprócz rowerów, produkcja cywilna radomskiego zakładu obejmowała także inne wyroby. Były wśród nich strzelby myśliwskie, kierownice do motocykli „Sokół”, a także liczne maszyny i urządzenia: frezarki, szlifierki, rewolwerówki, rozwiertarki i młoty spadowe.Rozwój produkcji o bardzo dobrej jakości, był możliwy tylko dzięki licznej załodze o wysokich kwalifikacjach. Stan zatrudnienia w zakładzie wynosił w początkach lat trzydziestych XX w. 2,5 tys. osób, a na krótko przed wybuchem wojny ok. 3 tys. osób (w tym blisko 600 kobiet). Zdobycie etatu w Fabryce Broni było dla wielu osób wręcz spełnieniem marzeń i to z kilku powodów. Kluczowym wśród nich były wysokie wynagrodzenia. Pracownik zakładu o wysokich kwalifikacjach był w stanie za pobieraną pensję utrzymać siebie, niepracującą żonę i dzieci na dobrym poziomie. W powiatowym Radomiu, borykającym się z problemami gospodarczymi i wysokim bezrobociem, sytuacja pracowników fabryki zakładu stanowiła zatem obiekt powszechnej zazdrości, budując żywą po dziś dzień legendę zakładu. Co więcej, dyrektor Ołdakowski i jego współpracownicy otaczali załogę rozbudowywaną systematycznie opieką. W jej ramach realizowano szereg przedsięwzięć, pozwalających pracownikom i ich bliskim zagospodarowywać wolny czas oraz rozwijać zainteresowania i pasje o najróżniejszym charakterze. Znaczna część pracowników mieszkała na osiedlu przyfabrycznym, funkcjonu-jącym po dziś dzień – już po znacznym poszerzeniu – jako Osiedle „Planty”. Znajdujące się tam mieszkania robotnicze miały przeciętnie powierzchnię 50 m2, dysponując bieżącą wodą, kanalizacją, energią elektrycznym i gazem. Ponieważ znaczną część kadry zakładu tworzyli samotni mężczyźni, największą część mieszkań stanowiły tzw. kawalerki. Każdą z nich tworzyły: pokój, kuchnia, alkowa, spiżarka i wydzielona toaleta. Ponieważ w znacznej części mieszkań nie wybudowano łazienek (chodziło o zaoszczędzenie powierzchni, tak by przyznać mieszkania jak największej liczbie pracowników), na osiedlu wybudowano łaźnię fabryczną, z której mogli korzystać nie tylko członkowie załogi, ale także ich bliscy. Ulice osiedla były obsadzane systematycznie drzewami i krzewami, wzbogaconymi i klomby kwiatowe. Dążność do zaopiekowania się dziećmi pracowników fabryki sprawiła, że na parterze jednego domów na Plantach uruchomiono przedszkole, które mogło zapewnić opiekę 180 dziewczętom i chłopcom. Z kolei na należącej do zakładu działce przy ul. Szkolnej, dzięki współpracy dyr. Ołdakowskiego z administracją szkolną, wybudowano w 1927 r. najnowocześniejszą radomską szkołę powszechną, noszącą imię tragicznie zmarłego Prezydenta RP Gabriela Narutowicza, do której uczęszczały przede wszytskim dzieci pracowników fabryki. Kolejną, wpływającą znacząco na życie Radomia inwestycją zakładu, okazała się budowa obszernych gmachów Państwowej Średniej Szkoły Technicznej, usytuowanych u zbiegu ul. ul. Narutowicza i Kościuszki. W krótkim czasie zdobyła ona renomę doskonale wyposażonej placówki oświatowej, odznaczającej się bardzo wysokim poziomem nauczania. Według przyjętych założeń, znaczna część jej absolwentów miała tworzyć nowe pokolenie kadry Fabryki Broni. Naukę w szkole podejmowali chętnie chętnie nie tylko radomianie, ale najzdolniejsi uczniowie z centralnej Polski, a nawet odleglejszych obszarów.Rolę koordynatora działalności społecznej załogi zakładu, nadano Kołu Kulturalno-Oświatowemu Pracowników Fabryki Broni w Radomiu, powołanemu do życia prawdopodobnie w 1926 r. Dnia 11 listopada 1931 r., otrzymało ono nową siedzibę – gmach tzw. kasyna robotniczego, usytuowany przy ul. Kościuszki. W budynku umiejscowione zostały: sala teatralno-kinowa, sala gimnastyczna, kilka sal odczytowych, biblioteka, czytelnia i jadalnia. Wygodne siedziby znalazły tutaj sekcje koła kulturalno-oświatowego, wszystkie organizacje społeczne działające wśród pracowników zakładu. Przez następne lata, aż do września 1939 r., kasyno pracownicze fabryki broni pozostawało jednym z najważniejszych punktów na kulturalnej mapie Radomia. Adresatami organizowanych w niej imprez artystycznych, odczytów, prelekcji i pokazów byli nie tylko pracownicy zakładu, ale także mieszkańcy miasta, korzystający chętnie z oferty sekcji koła, a także organizacji mających w jego budynku swe siedziby. Wśród organizacji tych na plan pierwszy wybijało się zdecydowanie koło fabryczne Polskiego Czerwonego Krzyża. Ponieważ należał do niego obligatoryjnie każdy pracownik zakładu, osoby zatrudnione w fabryce broni tworzyły ponad 70 proc. członków PCK w Radomiu i powiecie radomskim. Warto przypomnieć, że była to jedyna zakładowa organizacja społeczna, na czele której stał dyrektor Kazimierz Ołdakowski. Członkowie koła koncentrowali swe prace na organizacji kursów ratownictwa ogólnego i ratownictwa chemicznego, w oparciu o które formowano doskonale wyszkolone, umundurowane i wyekwipowane drużyny ratunkowe. Drugą organizacją społeczną, do której należał obowiązkowo każdy pracownik zakładu, była Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Jej koło w fabryce broni istniało od co najmniej 1932 r., szkoląc członków m.in. w niwelowaniu skutków ataków chemicznych. We wspomnianym roku uruchomiło ono – prawdopodobnie pierwszą w historii Radomia – stację meteorologiczną. Członkowie LOPP wnieśli również ogromny wkład w budowę lotniska na podradomskim Sadkowie. Fabryka Broni była pierwszym zakładem, którego pracownicy postanowili włączyć się aktywnie w nie tylko teoretyczne, ale również praktyczne propagowanie sportu lotniczego. Dzięki składkom członkowskim, dotacjom innych organizacji społecznych, a także wsparciu dyrekcji zakładu, udało się zakupić szybowiec szkoleniowy typu „Wrona” i wyszkolić własnego instruktora. Podkreślić warto, że posiadanie szybowca nie zamykało listy wydatków, gdyż dla jego obsługi konieczny była jeszcze zakup samochodu (ciągnął on szybowiec podczas startu) oraz stworzenie warsztatu remontowo-naprawczego. Wszystkie te przeszkody zostały jednak pokonane i w kwietniu 1934 r. na Sadkowie odbył się pierwszy lot szybowca, należącego do koła LOPP w Fabryce Broni. Organizacją o poważnej liczebności i wpływach było też koło fabryczne Ligi Morskiej i Kolonialnej, utworzone w 1932 r. Liczba pracowników zakładu, którzy złożyli akces do organizacji, przekroczyła wkrótce 1 tys. osób. Ich działalność koncentrowała się na akcjach propagandowych, a więc przede wszystkim organizowaniu prelekcji, odczytów wykładów o tematyce historycznej, a także uczestnictwie w obchodach Święta Morza. Najciekawszą inicjatywą z nimi związaną było bezsprzecznie ufundowanie przez członków organizacji zatrudnionych w omawianym zakładzie stypendium dla ucznia Szkoły Morskiej w Gdyni.Wśród innych organizacji zakładowych wspierających potencjał obronny i prestiż państwa, przypomnieć warto koło Związku Rezerwistów, Związku Strzeleckiego oraz Przysposobienia Wojskowego i Wychowania Fizycznego.  Wiosną 1932 r. w Fabryce Broni w Radomiu powstała też drużyna harcerzy, złożona z dzieci pracowników. Po krótkim okresie funkcjonowania otrzymała ona oficjalną nazwę: X Radomska Drużyna Harcerska im. Franciszka Żwirki i Stanisława Wigury. Interesującą kartą życia społeczno-kulturalnego pracowników fabryki broni stała się również ich współpraca z radomskim oddziałem Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, zwłaszcza z zakresie ochrony muzealiów. Powołany do życia jeszcze przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości oddział PTK dysponował od 1913 r. bogatą kolekcją przedmiotów zabytkowych, dzieł sztuki i dokumentów historycznych. Zbiory te miały stanowić fundament pierwszego w historii Radomia muzeum, dostępnego dla wszystkich zainteresowanych. Niestety, ogromne problemy lokalowe panujące w międzywojennym Radomiu sprawiły, że przez wiele lat nie udało się ich odpowiednio wyeksponować, w związku z czym rozważano nawet przekazanie zbiorów władzom samorządowym. Ostatnią „deską ratunku” okazał się dyr. Ołdakowski i reprezentowana przezeń załoga fabryki broni. Po przeprowadzeniu wstępnych rozmów, dyrektor został wciągnięty na listę członków organizacji, a w lutym 1929 r. wybrany na funkcję prezesa oddziału. Następstwem tego stało się utworzenie w jednym z budynków na Plantach, otwartego uroczyście 30 marca 1930 r., muzeum regionalnego.Dyrektor i jego współpracownicy przykładali też dużą wagę do rozwijania wśród pracowników pasji artystycznych. Przy kole kulturalno-oświatowym działały: orkiestra, chór męski, zespół mandolinistów, a także zespół teatralny. Ważnym punktem na mapie kulturalnej Radomia stało się też – ulokowane w gmachu kasyna robotniczego – kino „Znicz”. Ogromną popularnością wśród członków załogi cieszył się również sport. Uprawianie najróżniejszych dyscyplin stało się łatwiejsze, dzięki wybudowaniu – za pieniądze wygospodarowane przez pracowników oraz ofiarowane przez dyrekcję fabryki – stadionu sportowego przy ul. Narutowicza. Jego założenie projektowe objęło boisko do piłki nożnej, tor kolarski, boisko do koszykówki, kort tenisowy oraz strzelnicę. Po pewnym czasie rozszerzono je, wprowadzając do planów budowę basenu. Ogromne znaczenie posiadała zwłaszcza budowa toru kolarskiego (zresztą jednego z nielicznych w kraju), gdyż umożliwiał on także testowanie i promocję rowerów marki „Łucznik”. Na bazie tej zbudowano zakładowy Klub Sportowy „Broń”. W jego poszczególnych sekcjach rozwijano przede wszystkim kolarstwo, boks i piłkę nożną. W barwach „Broni” występowało wielu zawodników, odnoszących sukcesy sportowe na arenach całego kraju.dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej
1922–1927

Geneza i początki

Wydarzenia mające miejsce w listopadzie 1918 r., które przyniosły Rzeczypospolitej odzyskanie niepodległości, rozpoczęły długotrwały proces walk o granice naszego kraju. Istnienie Polski na mapie świata zależne było od posiadania przez nią licznej, dobrze wyszkolonej i wyposażonej armii. Sytuacja Wojska Polskiego była w pierwszych latach niepodległości bardzo trudna. Współtworzyli je żołnierze, służący wcześniej w armiach: austrowęgierskiej, niemieckiej, rosyjskiej, Legionach Polskich Józefa Piłsudskiego, Armii Błękitnej gen. Józefa Hallera oraz innych formacjach. Wyszkoleni na bazie różnych regulaminów, posługiwali się różnorodną bronią o zróżnicowanych kalibrach – niemieckimi „Mauserami”, austriackimi „Mannlicherami”, rosyjskimi „Mosinami”, francuskimi „Lebelami” i brytyjskimi „Enfieldami” itd. Trudności w zdobywaniu odpowiedniej amunicji i części zamiennych do karabinów i rewolwerów stały się bardzo dotkliwe m.in. w czasie walk z bolszewikami, których pokonanie było możliwe dzięki ogromnej ofiarności społeczeństwa, a także poświęceniu wojska, którego potencjał został wzmocniony bronią i amunicją zakupioną przez polskie władze we Francji. W 1922 r., kiedy to walki o granice Rzeczypospolitej były już definitywnie zakończone, władze wojskowe i cywilne rozpoczęły proces ujednolicania uzbrojenia armii. Pomimo ogromnych zniszczeń i bardzo złej sytuacji gospodarczej kraju, odrzucono koncepcję wyposażenia żołnierzy w broń zakupioną w innych państwach, decydując się na mozolne budowanie od podstaw polskiego przemysłu zbrojeniowego. Zadanie przeprowadzenia tej operacji powierzono, powołanemu do życia w kwietniu wspomnianego roku, Centralnemu Zarządowi Wytwórni Wojskowych. Równocześnie zdecydowano, iż zakłady produkujące na rzecz wojska nie zostaną rozproszone na terenie całego kraju, ale skupione w tzw. trójkącie bezpieczeństwa, a więc obszarze, który w omawianym okresie znajdował się poza zasięgiem zarówno niemieckich, jak i sowieckich samolotów. Jego granicę zachodnią wyznaczono na linii kolejowej Dęblin – Radom – Kielce, następnie wzdłuż Nidy i Dunajca do Nowego Sącza, Jasła, Sanoka i Przemyśla, a wreszcie wzdłuż Sanu i Wisły do Dęblina. Wkrótce Ministerstwo Spraw Wojskowych powołało specjalną komisję, której zadaniem stało się wyszukanie terenów pod budowę nowych zakładów przemysłowych. Jej członkowie, dokonujący lustracji kolejnych miejscowości, w maju 1922 r. przybyli do Radomia. Miasto charakteryzowało się doskonałymi połączeniami komunikacyjnymi, dysponowało elektrownią, działały tutaj duże warsztaty kolejowe, kilka prywatnych zakładów metalowych i odlewniczych, a także liczne warsztaty rzemieślnicze branży metalowej. Znaczący był też fakt istnienia tutaj szkół zawodowych, mogących kształcić kadry dla przemysłu. Uwaga członków komisji skupiła się szybko na folwarku „Mariackie”, leżącym w południowo-zachodniej części miasta, a znajdującym się w dyspozycji Skarbu Państwa. Tworzące go grunty – pomimo niewielkiego areału (ok. 6 ha) – posiadały doskonałą lokalizację, stykając się z linią kolejową. Wszystkie te, a także inne czynniki sprawiły, iż komisja zarekomendowała Radom jako jedno z miast, gdzie powinien powstać duży zakład przemysłu zbrojeniowego. Po zatwierdzeniu tej lokalizacji, w grudniu 1922 r. do miasta skierowano dwóch urzędników ministerialnych, mających zająć się budową nowego zakładu, nazywanego wówczas tymczasowo Państwową Fabryką Karabinów i Kulomiotów w Radomiu. Byli to inż. Andrzej Dowkontt (pochodzący z Petersburga technolog, mający ogromne doświadczenie w tworzeniu szeregu wielkich zakładów przemysłowych byłego imperium rosyjskiego) i ppłk Jan Siczek (uczestnik akcji przejmowania na rzecz polskich władz mienia niemieckich zakładów zbrojeniowych w Gdańsku). W ciągu następnych kilku miesięcy pokierowali oni, zakrojonymi na szeroką skalę, pracami na rzecz budowy fabryki, nazywanej już wówczas w oficjalnej korespondencji Państwową Wytwórnią Broni w Radomiu. Prace te objęły pomiary geodezyjne gruntów, zawarcie szeregu omów regulujących sprawy własnościowe, a także nawiązanie współpracy z dyrekcją Polskich Kolei Państwowych i radomskimi władzami samorządowymi. Cały teren inwestycji objął kilkanaście hektarów, znajdujących się między ulicami: Młodzianowską, Mariacką i torem kolejowym. Warto podkreślić, że zaplanowano wybudowanie na nim nie tylko obiektów fabrycznych, ale również osiedla mieszkaniowego dla kadry zakładu. Już w marcu 1923 r. na folwarku „Mariackie” rozpoczęto wznoszenie pierwszych budynków. W imponującym wręcz tempie powstały m.in. centrala elektryczna, wieża ciśnień, kuźnia, stolarnia i łaźnia, wzbogacone wkrótce o budynek główny, budynek kotłowni i polerowni, budynek obróbki łoża, a także strzelnicę. Dyrekcja zakładu wybudowała również duży zbiornik przeciwpożarowy, specjalny kanał odwadniający (wiązało się z tym pogłębienie i uregulowanie koryta rzeki Mlecznej), wytyczyła nowe ulice: Dowkontta, Słoneczną i Szkolną, a także sfinansowała poszerzenie ulic Monopolowej i Bernardyńskiej. Równocześnie trwała budowa osiedla mieszkaniowego, obejmującego – zróżnicowane w standardach wyposażenia – domy dla inżynierów, majstrów i robotników. Każdy z nich obejmował 3 lub 4 piętra, posiadając ściany wzniesione z cegieł, betonowe schody wyłożone posadzką terakotową i pomieszczenia ogrzewane piecami kaflowymi. Standardem było też wyposażenie mieszkań w kanalizację, gaz grzewczy i oświetlenie elektryczne. W Radomiu, zabudowanym nowożytnymi kamienicami i drewnianymi obiektami o niskim standardzie, były to bezsprzecznie najnowocześniejsze budynki mieszkalne. Niemalże natychmiast po oddaniu do użytku pierwszych obiektów fabrycznych zaczęto zapełniać je maszynami. Pochodziły one przede wszystkim z przejętej przez polskie władze, fabryki „Herman Knoppe Werke” w Gdańsku, która zajmowała się wcześniej produkcją karabinów „Mauser” wz. 98, w które wyposażona była armia niemiecka. Po wykonaniu remontów, usunięciu drobnych usterek, oczyszczeniu, a także mozolnym ustawianiu w poszczególnych halach, w 1926 r. radomska wytwórnia dysponowała 900 maszynami o najróżniejszym przeznaczeniu. Ich odpowiednie wykorzystanie było możliwe tylko dzięki skompletowaniu odznaczającej się fachowością załogi. We wspomnianym roku tworzyło ją 800 osób – w połowie radomian, a w połowie przybyszów z innych miast, m.in. Ostrowca Kieleckiego, Starachowic, Warszawy i Lublina. Byli oni doświadczonymi pracownikami przemysłu metalowego, mogącymi przekazywać swą wiedzę młodszym, dopiero uczącym się, robotnikom. dr Sebastian Piątkowski

Dowiedz się więcej

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb. Każdy może zaakceptować pliki cookies albo ma możliwość wyłączenia ich w przeglądarce, dzięki czemu nie będą zbierane żadne informacje. Dowiedz się więcej

Brak wyników

Spróbuj wpisać inna fraze wyszukiwania.