menu
menu

Wojna i okupacja (1939–1945)

Fabryka Broni / Historia / Wojna i okupacja (1939–1945)

Rozpoczęta 1 września 1939 r. agresja hitlerowskich Niemiec na Polskę, była dla radomian – w tym także pracowników Fabryki Broni – ogromnym zaskoczeniem. Ponieważ już wcześniej zdawano sobie sprawę z faktu, że w ewentualnym konflikcie militarnym dużą rolę odegra lotnictwo, zakład starano się zabezpieczyć przed atakami z powietrza. Na jego terenie rozmieszczone zostały dwa dwudziałowe plutony szybkostrzelnych działek Boforsa kalibru 40 mm, obsługiwane prawdopodobnie przez specjalnie przeszkolonych pracowników. Wielu członków załogi – oficerów, podoficerów i szeregowych Wojska Polskiego – otrzymało karty mobilizacyjne, polecające im udanie się do macierzystych jednostek. Naruszało to poważnie wcześniejsze wytyczne, w ramach których zakład miał funkcjonować z pełną sprawnością, wspierając polską armię.

Chociaż w ciągu pierwszych dni po wybuchu wojny fabryka pracowała w miarę normalnie, coraz poważniejsze akcje niemieckiego lotnictwa nad Radomiem, a także wieści dochodzące z obszarów objętych walkami wskazywały, że sytuacja Polaków nie jest najlepsza. Przełom nastąpił prawdopodobnie 4 września 1939 r., kiedy to do miasta dotarły polecenia nakazujące ewakuację załogi Fabryki Broni na prawy brzeg Wisły, uznawanej za bastion, na którym będzie można zatrzymać agresora. Pracownicy zakładu mieli przedostać się na Lubelszczyznę i ruszyć dalej na wschód, docierając ostatecznie do Łucka – stolicy województwa wołyńskiego, oczekując tam na dalszy rozwój wydarzeń. Jak można przypuszczać, ewakuacją fabryki kierował inż. Kazimierz Ołdakowski. Nie wiadomo zupełnie, ilu pracowników zakładu podporządkowało się procedurom ewakuacyjnym. Była to grupa co najmniej kilkusetosobowa, tworzona przede wszystkim przez członków dyrekcji, kadrę inżynierską i majstrów z poszczególnych wydziałów. Ponieważ nie istniały możliwości wywiezienia wraz z ludźmi maszyn i narzędzi, pozostawiono je w Radomiu. Pracownicy zabrali jednak zapewne ze sobą część akt, w tym dokumentację technologiczną karabinów i pistoletów. Prawdopodobnie 5 września 1939 r. kolumna ewakuacyjna przekroczyła most w Dęblinie, ruszając dalej w głąb Lubelszczyzny. Równocześnie z zakładu wywieziono działka przeciwlotnicze, co czyniło fabrykę całkowicie bezbronną. W Radomiu pozostali wyselekcjonowali pracownicy, których zadaniem stało się strzeżenie zakładu przed ogniem i złodziejami.

Dnia 6 września 1939 r. Radom ogarnięty został tzw. paniką ewakuacyjną, co spowodowało, że budynki fabryki nie były już ochraniane w jakikolwiek innych sposób. Prawdopodobnie następnego dnia Niemcy zbombardowali zakład, niszcząc całkowicie m.in. dział obróbki łoża. Równie poważne straty przyniosły kradzieże, dokonywane przez osoby ze środowisk kryminogennych. Jak wiemy, z zakładu zabierano przede wszystkim wyposażenie biurowe, firanki i zasłony, drobne meble, elementy metalowe oraz zmagazynowane drewno. „Popularnością” wśród złodziei cieszyły się też rowery oraz pistolety. Gdy 8 września 1939 r. do Radomia wkroczyły oddziały niemieckie, fabryka była poważnie zdewastowana i ograbiona.

Chociaż nie było wiadomo, czy w realiach okupacji Niemcy wznowią działalność zakładu, decyzja dotycząca tego zagadnienia zapadła szybko. Przypomnijmy, że karabin systemu „Mauser” był nadal podstawową bronią niemieckiej piechoty, a uznaniem Niemców cieszył się też pistolet „Vis”. Żołnierze Wehrmachtu korzystali również z rowerów, wykorzystywanych przecież także przez polską armię. Zdecydowano, że zarząd fabryki przejmie towarzystwo akcyjne „Steyr–Daimler–Puch” z centralą w Lipsku, którego skierowani do Radomia pracownicy, współpracowali odtąd ściśle z niemieckim dowództwem. W konsekwencji, Fabryka Broni w Radomiu (Waffenfabrik in Radom) wznowiła produkcję w pierwszych tygodniach 1940 r., zatrudniając ponownie znaczną część przedwojennych robotników. Odmiennie przedstawiała się sytuacja z kadrą inżynierską i techniczną, gdzie stanowiska obsadzili przede wszystkim przybysze z III Rzeszy. Do wznowienia pracy w zakładzie nie udało się Niemcom skłonić inż. Kazimierza Ołdakowskiego. Gdy w początkach 1940 r. przed drzwiami jego warszawskiego mieszkania pojawili się gestapowcy, popełnił on samobójstwo, rzucając się z okna na bruk.

Jak informują źródła, poziom zatrudnienia Polaków w fabryce został unormowany już w 1940 r. na poziomie ok. 3,5 tys. osób. Ponieważ wraz z upływem czasu władze wojskowych żądały od dyrekcji systematycznego zwiększania produkcji, zakład potrzebował nowych rąk do pracy. Dążąc do minimalizowania kosztów sięgnięto po nawet nie tanią, ale wręcz niewolniczą siłę roboczą w postaci żydowskich pracowników przymusowych – najpierw doprowadzanych z getta, a więzionych w obozie zbudowanym niedaleko zakładu. Według danych z jesieni 1943 r. załoga fabryki obejmowała niespełna 3,4 tys. Polaków, 1,1 tys. Żydów, 60 Niemców i 80 tzw. Niemców etnicznych (volksdeutschów).

Najważniejszą i zarazem rozbudowaną sferą działalności zakładu była produkcja karabinów i pistoletów na potrzeby Wehrmachtu oraz armii państw pozostających w sojuszu z III Rzeszą. Pod względem typów broni produkcja ta była identyczna z tą, którą przed wojną zakład zaspakajał potrzeby Wojska Polskiego. Główną rolę odgrywał w nim karabin systemu „Mauser”. Fabryka produkowała niemalże wszystkie z blisko 60 elementów metalowych karabinu. Wyjątkiem były lufy i łoża, które produkowano w Niemczech, dokonując finalnego montażu karabinów w fabryce koncernu „Steyr” w Oberdonau. Identyczne rozwiązanie dotyczyło pistoletu „Vis”. Niemcy wznowili w Radomiu jego produkcję, wytwarzając tutaj niemalże całe komplety części za wyjątkiem luf. Przyjęcie przez okupantów takiego rozwiązania wiązało się oczywiście z obawą, że w przypadku wytwarzania w Polsce kompletnych sztuk broni, części do nich będą przejmowane przez struktury konspiracyjne, dysponujące własnymi montowniami.

Produkcja kompletów części karabinowych i pistoletowych była bardzo wysoka. Przykładowo, u schyłku 1941 r. fabryka produkowała miesięcznie 15 tys. kompletów części do karabinów i 5,4 tys. kompletów części do „Visa”. Jesienią 1943 r. miesięczny poziom produkcji miał ustabilizować się na poziomie 21 tys. kompletów części do „Mausera” i 10,5 tys. kompletów części do „Visa”. W pewnym okresie Niemcy rozpoczęli też w Radomiu produkcję pistoletów „Steyr”. Na potrzeby niemieckiej armii produkowano też rowery oraz utworzono w zakładzie duże warsztaty naprawcze pojazdów mechanicznych.

Osiągnięcie znaczących wyników produkcyjnych było możliwe dzięki polityce stałego terroru, stosowanego wobec polskiej załogi. Wśród zakładów przemysłowych działających w okupowanym Radomiu, fabryka broni słynęła wręcz z najtrudniejszych warunków, w jakich pracowali jej robotnicy. Każdy pracownik tego zakładu był narażony nieustannie nie tylko na szykany, wyzwiska i obelgi, ale również na dotkliwe pobicie. Każde uchybienie, a nawet kilkakrotne spóźnienie się do pracy, mogło zostać uznane za sabotaż, prowadząc do osadzenia w obozie koncentracyjnym. Fabryka Broni w Radomiu stała się też miejscem martyrologii osób narodowości żydowskiej. Już w 1942 r. w radomskim getcie stworzono komando robotników przymusowych, które doprowadzano codziennie do pracy w zakładzie. Po likwidacji dzielnicy zamkniętej ocalałych więźniów osadzono w przyfabrycznym obozie pracy, wybudowanym przy ul. Szkolnej (obecnie przez teren ten przebiega Al. Grzecznarowskiego), który w styczniu 1944 r. stał się filią obozu koncentracyjnego na Majdanku. Więźniowie wykonywali pracę przymusową przy produkcji broni w trybie dwuzmianowym, pracując przez 12 godzin na dobę przez 6 dni w tygodniu. Niemieccy majstrowie stosowali wobec nich przemoc, której przejawiami były nie tylko ciężkie pobicia, ale nawet zabójstwa. Towarzyszył temu personalny głód. Obóz żydowski przy fabryce istniał do lata 1944 r., kiedy to jego więźniowie trafili do Auschwitz, a stamtąd w części do obozów pracy przymusowej na terenie Niemiec.

Wielu polskich pracowników fabryki zaangażowało się w działalność konspiracyjną, której jednym z przejawów było wykradanie części karabinowych i pistoletowych. Było to możliwe m.in. dzięki ukryciu we wrześniu 1939 r. znacznej ilości luf do „Visów”, dzięki którym można było teraz montować z wykradanych części kompletne pistolety. Stworzony przez żołnierzy Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej system zdobywania broni działał przez długi czas wręcz idealnie. Niestety, 19 września 1942 r. grupa konspiratorów, zamierzająca wykonać wyrok śmierci na konfidencie Gestapo, starła się na stacji kolejowej w Rożkach z patrolem niemieckiej żandarmerii. W ręce Niemców dostały się dwa „Visy”, wykradzione z zakładu. W następstwie Niemcy przeprowadzili w Radomiu masowe aresztowania, decydując się stracić 50 osób, pozbawiając je życia na szubienicach, ustawionych w różnych punktach miasta. Dnia 14 października 1942 r. jedną z szubienic ustawiono na trawniku przed budynkiem głównym Fabryki Broni (od strony ul. Ciepłej), mordując na niej piętnastu mężczyzn, w tym aż jedenastu pracowników zakładu. Wielu ich kolegów zginęło także w innych egzekucjach, a inni ponieśli śmierć w obozach koncentracyjnych. Danina krwi, zapłacona przez załogę zakładu za jej patriotyczną postawę, była więcej niż pokaźna.

Fabryka Broni w Radomiu działała w omówionych, okupacyjnych realiach, do letnich miesięcy 1944 r. Dotarcie frontu wschodniego do linii Wisły sprawiło, iż Niemcy rozpoczęli szeroko zakrojone prace ewakuacyjne, obejmując nimi zwłaszcza podmioty pracujące na potrzeby machiny zbrojeniowej. Sprawiło to, że radomski zakład został całkowicie zdewastowany i ograbiony z mienia. Z fabryki zabrano wyposażenie, załadowane na ok. 500 ciężarówek i do ok. 480 wagonów kolejowych. Wśród zrabowanych ruchomości znalazł się m.in. cały sprzęt laboratoryjny i techniczny, wszystkie obrabiarki (w ilości szacowanej bardzo ogólnikowo na ok. 3,5 tys.), surowce, a także wymontowana z budynków sieć elektryczna, wodociągowo-kanalizacyjna i odlewnicza. Fabryka wkraczała zatem w okres powojenny w stanie całkowitej ruiny.

 

dr Sebastian Piątkowski